-Vis.??
-Wszystko w porzadku z reszta koni.? ~ Spytalam.
-Tak, wszystkie sa na swoich miejscach.
-Oj, pozaluja tego.! ~Prawie krzyczalam juz chcialam wyjsc i porozmawiac sobie z ta banda idiotow, ale ktos zlapal mnie w pasie i nie chcial poscic. To byl Ian.
-Posc, mnie. Chce tylko pomasowac im buzki moja reka.
-Mavis, usokoj sie, prosze.
-No, ok. Ale posc mnie juz.
Rozluznil uscisk, a ja wykorzystalam chwile jego nie uwagi i ruszylam biegiem w strone ludzi ktorzy odalali petardy, zdazylam do nich dobiec i ledwo cos powiedziec gdy dogonila mnie Nicole i pociagnela za reke jak najdalej od tych chlopakow.
-Mavis, spokojnie, pani Angela ich ukara.
-Ale, ale... ~Mimowolnie po policzkach poplynely lzy.
-Hej wszystko bedzie dobrze. ~I mnie mocno przytulila.
-Ale... oni... mogli zrobic im... krzywde... ~Zdolalam wyjakac.
-Ciii, uspokoj sie i powiedz powoli i wyraznie.
Powoli sie usokajalam, wyciagnelam z kieszeni "Xanax" lek uspakajajacy.
-Co to jest, nie bierz tego Vis. ~Powiedziala powaznym tonem Nicole.
-To tylko xanax Nicci.
Spojrzala na mnie tymi swoimi oczami. A ja wywrocilam teatralnie moimi.
-No, ok. Nie wezme.
Usmiechnelysmy sie porozumiewawczo.
-Czas chyba minal powinnysmy zawiadomic pania Angele.
-No racja, ja pojde i posprawdzam boksy, musze sie upewnic ze zaden kon nie ucierpial.
-Ok, do zobaczenia pozniej Vis.
-Pa Nicole.
Odwrocilam sie na piecie i odeszlam w strone stajni z klaczami i zrebakami.
Weszlam , o prawej strony Amestyt i Izzie, Ruby i Lexi.
Za soba uslyszalam dzwiek, gdy sie odwrocilam za mna staly Katherina i Rebecca.
-Blagam, powiedzcie ze nic sie nie stalo... ~Jeknelam.
Rebecca.?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz