środa, 3 września 2014
Przepraszam.
I ps. sorry wielkie za brak polskich znakow.
środa, 27 sierpnia 2014
Od Mavis C.D Nicole
-Wszystko w porzadku z reszta koni.? ~ Spytalam.
-Tak, wszystkie sa na swoich miejscach.
-Oj, pozaluja tego.! ~Prawie krzyczalam juz chcialam wyjsc i porozmawiac sobie z ta banda idiotow, ale ktos zlapal mnie w pasie i nie chcial poscic. To byl Ian.
-Posc, mnie. Chce tylko pomasowac im buzki moja reka.
-Mavis, usokoj sie, prosze.
-No, ok. Ale posc mnie juz.
Rozluznil uscisk, a ja wykorzystalam chwile jego nie uwagi i ruszylam biegiem w strone ludzi ktorzy odalali petardy, zdazylam do nich dobiec i ledwo cos powiedziec gdy dogonila mnie Nicole i pociagnela za reke jak najdalej od tych chlopakow.
-Mavis, spokojnie, pani Angela ich ukara.
-Ale, ale... ~Mimowolnie po policzkach poplynely lzy.
-Hej wszystko bedzie dobrze. ~I mnie mocno przytulila.
-Ale... oni... mogli zrobic im... krzywde... ~Zdolalam wyjakac.
-Ciii, uspokoj sie i powiedz powoli i wyraznie.
Powoli sie usokajalam, wyciagnelam z kieszeni "Xanax" lek uspakajajacy.
-Co to jest, nie bierz tego Vis. ~Powiedziala powaznym tonem Nicole.
-To tylko xanax Nicci.
Spojrzala na mnie tymi swoimi oczami. A ja wywrocilam teatralnie moimi.
-No, ok. Nie wezme.
Usmiechnelysmy sie porozumiewawczo.
-Czas chyba minal powinnysmy zawiadomic pania Angele.
-No racja, ja pojde i posprawdzam boksy, musze sie upewnic ze zaden kon nie ucierpial.
-Ok, do zobaczenia pozniej Vis.
-Pa Nicole.
Odwrocilam sie na piecie i odeszlam w strone stajni z klaczami i zrebakami.
Weszlam , o prawej strony Amestyt i Izzie, Ruby i Lexi.
Za soba uslyszalam dzwiek, gdy sie odwrocilam za mna staly Katherina i Rebecca.
-Blagam, powiedzcie ze nic sie nie stalo... ~Jeknelam.
Rebecca.?
czwartek, 21 sierpnia 2014
Od Nicole (C.D)
- Tak ??
- Jestem taka szczęśliwa, w końcu będę mogła się do czegoś przy..... - Nie dokończyłam, gdyż zadwonił telefon Mavis.
- Halo. Yhm ............ Okej. Spokojnie pani Angelo wszystkim się zajmę. Do widzenia.
- Eeee... czy to była ta osoba co myślę?? - zapytała się Becca.
- Tak, pani Angela, właścicielka stajni. Prosiła mnie, abym oprowadziła nową dziewczynę po ośrodku i zapoznała z osobami oraz końmi z klubu jeździeckiego. Niestety to musi chwilkę poczekać. Jak ją spotkacie to pokażcie wszystko. Wiecie te całe zawody i jeszcze to wszystko, trzeba się tym zająć. Muszę lecieć pa. - Odprowadziłyśmy Vis na hol pomiędzy boksami koni.
- Papa. - Odpowiedziałyśmy chórem.
- A więc nowa osoba..... Hmmmmm... , trzeba będzie zmienić liste zawodników. Co do cholery??!!
Becca przerwała, gdyż zobaczyła jak nieznana nam dziewczyna wsiada na konia. Prawdopodobnie była to Norra, ale my przecież jej nigdy nie widziałyśmy, skąd możemy wiedzieć, czy jakaś laska nie kradnie nam konia. Po chwili namysłu stwierdziłam, że jest tu za dużo ludzi, a ta dziewczyna nie wydaje się, na tyle głupia, aby w miejscu publicznym, popełniać przestępstwo.
Poszłyśmy wyprowadzić konie na padoki, a że połowa z nich była już na nich, miałyśmy mniej pracy. Była 9.55, a że jazda, niestety, wypadnie o godzinę później niż zwykle, czyli o 14, miałyśmy masę wolnego czasu. Wszystkie konie były czyste, wyprowadzone na padoki, siodła i tranzelki wysmarowane, czapraki wisiały na płotach i suszyły się. Rodzice mojej towarzyszki dawno pojechali do pracy, więc został nam tylko Alexander. I to właśnie do niego się udałyśmy.
- Hej.
- Hej kicie. - Podszedł do nas, mnie uściskał, a Becce pocałował.
- Jej, jeszcze nie zdążyłam ci podziękować za wszystko. Dziękuję kochany. - Becca jeszcze raz go pocałowała. - Przyczyniłeś się do kupna mojego konia. To dlatego rozmawiałeś dzisiaj rano z moim tatą ??
- Mniej więcej dlatego, trochę spieraliśmy się co do godziny, kiedy mają przyjechać tu do stadniny, ale doszliśmy do porozumienia. Reszta sama poszła. Jestem ci to winien. Jeszcze ci tego nie mówiłem, ale Kocham Cię.
- Ja ciebie też. - I znów się pocałowali.
- Ehem ja tu nie jestem potrzebna. Jakby co, to jestem niedaleko. Paaaa.
I tak stwierdziłam, że zasługuję na chwilę osamotnienia. Włączyłam sobie kawałek mojego ulubionego zespołu. I tak poszłam do siodlarnii na kanapę, aby przez szybę na ścianie za kanapą, oglądać konie biegające na padokach. Na najbliższym była Princessa, Lumia, Orion i Nimfa, Na następnym: Steel, Rambo, Carmen i Hamdani. Na kolejnym: Fire Flame, Verda, Saxo i powinna być jeszcze Florencja, ale jeździ na niej ta Nora. Na jeszcze innym padoku biegają ogiery: Alex, Axel, Olimp, Posejdon, Blaze i Malibu, którego również nie ma. Posiedziałam tak dłuższą chwilkę, słuchając mojej ulubionej piosenki, a następnie poszłam na ujeżdzalnie.
I tak jak się spodziewałam, ujżałam Dylana na Malibu i panią Isabel, instruującą go, jak ma jechać przygotowany przez nią parkour. Patrząc na ich trening, bardzo ciężki, przypominający nasz, stwierdziłam szczerze, że jest to najlepsza stajnia w jakiej kiedykolwiek trzymałam konia. Po tygodniu widać było zamiłowanie wszystkich do tych pięknych zwierząt i śmiem twierdzić, że wszyscy moi rówieśnicy i znajomi są idealnie zgrani i dopasowani do swoich ulubionych koni. Nie mam pojęcia, jak im wszystkim udało się dojść do takiej perfekcji, w porozumiewaniu się ze swoimi podopiecznymi. To jest takie niesamowite. I nagle... usłyszałam potężny huk. Coś wystrzeliło w górę i rozbiło się na niebie. Malibu nagle przystanął, nie zaczął panikować, ale strzygł uszami i nasłuchiwał. Wystraszyłam się, a w górę już zdążyła polecieć seria fejerwerek. Podbiegła do mnie Rina.
- Nicol !!! Otrząśnij się trzeba konie zabrać do boksów, szybko, bo coś im się może stać !!!
- Gdzie Becca ??
- Poszła po Oriona, wiesz, że biedny boi się burz, nie wiadomo jak zareagował na fajerwerki, dlatego stwierdziłyśmy, że najlepiej będzie od razu zabrać go jako pierwszego. Rusz się !!!! Dylan !!! Złaź z konia i zabierz go do boksu.
A my pobiegłyśmy na padoki. Złapałam Princessę za kantar i puściłam się biegiem, aby jak najszybciej ją wprowadzić do stajni. Za mną była Rina z Lumią i Becca z Nimfą. Dylan właśnie wyleciał z boksu Malibu, kiedy my wprowadzałyśmy swoje konie do ich własnych. Sekundę później obok nas stali już David z Axelem, Kate z Saxo i Ian z Olimpem. Zrobiło mi się duszno. Uderzyła we mnie fala gorąca. Ale nie zważałam na to, biegłam razem z dziewczynami po ogiery i klacze, reszta po profesorów. Ja złapałam Alexa, Rina Blaze, a Becca Posejdona. I znów huki. Widziałam kątem oka, jak Blaze staje dęba. Pozwoliłam Rinie mnie wyprzedzić, a potem biegła sprintem z koniem w ręku do stajni. Z daleka widziałam dyszącą Vis za galopującą Florencją na której jechała Nora. Akurat ona nie miała się czego bać, gdyż Florencja była odczulana i przyzwyczajana do huków i wrzasków, w końcu musiała znosić tłumy ludzi drących się na torze wyścigowym. Patrzałam jak ludzie wbiegają z końmi do stajni, Alexander nie mógł stać bezczynnie, i po chwili, a dokładnie 3 minutach, był znów w środku stajni z Hamdani. Liczyliśmy konie.
Od lewej pierwszy boks: Florencja, Hamdani, Lumia, Orion, Nimfa, Princessa, Carmen, Saxo, pusty boks, Verda. Od prawej: Steel, Rambo, Blaze, Alex, Axel, Olimp, pusty boks, Malibu, Posejdon, pusty boks. Dylan pobiegł do drugiej stajni, aby zobaczyć czy w boksach były klacze ze źrebakami.
- Ludzie brakuje jednego konia !!!!!- Powiedziałam głośno, próbując przekrzyczeć narastającą panikę i huki wokół nas.
- Oh nie...... Flame.
Po tych słowach Mavis już nie było. Wybiegłam za nią. Do padoku Flame, znajdującego się pod samym lasem, szło się około 10 minut. Ale ja juz byłam przy nim, zanim zdążyłam o czymkolwiek pomyśleć. Serce podskakiwało mi do gardła od tego huku. Mavis ledwo dawała sobie radę z Flame, ta się rzucała i chciała uciekać. Zdążyłam tylko do niej podejść, a koń wyrwał się.
Znów kilka sekund i byłyśmy w stajni całe zdyszane, a koń Vis stał już spokojnie w boksie, pomiędzy Saxo i Verdą.
- Vis ??
Mavis ?? Dokończysz ?
sobota, 19 lipca 2014
Od Mavis do Nory (C.D)
-Hej.! ~usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się i ujrzałam Norę, jest nowa pewnie zwiedzała okolicę.
-Hej, co ty tu robisz.?
-Byłam na łące, a co.? To źle.
-Nie, ale skoro tu jesteś odprowadź Flor do swojego boksu, musisz mi pomóc. Wyjaśnię jak już klacz będzie w boksie bezpieczna.
-Ok, zaraz będę.~powiedziała i wzięła lejce. Zaprowadziła konia prosto do boksu i odpięła tylko siodło zabrała je szybko do stojaka i przymknęła boks.- No więc co się stało.?
-Ktoś odpalił jak sama widziałaś fajerwerki, a to przecież stadnina. Tu jest mnóstwo siana do cholery.
-Ach...
-A wszystkie konie są na padokach, a padoków jest ponad 20, jeśli na czas nie zdążymy zabrać koni z padoków najbliższych wybuchom to konie zaczną taranować wszystko co tylko napotkają. Nawet nas. Nie ważne że jesteśmy do siebie zbliżeni one nie będą nad tym panować, a teraz chodźmy i nie panikujmy musimy się pospieszyć.
Pobiegłyśmy, wsłuchując się w niebo , gdy zauważyłyśmy wybuch obok tzw. " padoku mam", czyli padoku ze źrebiętami i klaczmi w ciąży.
-Chodź, są tam. Szybko, szybko.!!
Nora.?
Od Nory
Było około 12 a ja jechałam na moim koniu aby zwiedzić okolice. Klacz stanęła a ja zsiadłam z niej i udałam się na piechotę wzdłuż polany do lasu. Stanęłam gdyż nagle usłyszałam jakiś grzmot, odwróciłam się w prawą stronę i ujrzałam fajerwerki. "Kto to?" pomyślałam, i wtedy wyszła Mavis. Dziewczyna wyglądała na zdenerwowaną szła w kierunku fajerwerek.
-Hej~krzyknęłam do niej...
Mavis.?
czwartek, 17 lipca 2014
Mini Konkurs.!!
1. Nie posiada obraźliwych tekstów.
2. Nie posiada teksów erotycznych i różnych innych.
3. Można, ale tylko w tym opowiadaniu być wszystkimi osobami w Horse Land. Czyli z wszystkich zakładek (np. Konie, Członkowie, Rodzina i przyjaciele... itp.)
Na czym polega:
Napisz opowiadanie jak powstała stadnina co się działo z jej członkami zanim się poznali w Horse Land,
co było z ich rodzinami. Jak żyły te konie które aktualnie zamieszkują stadninę. Informacji o członkach koniach i rodzinach itp, można znaleźć w ich historii można ich odmłodzić itp ale nie postarzać.
Na nagrody nie mam zbytnio pomysłu postaram się coś wymyślić, skoro członkowie mają konto na Howrse to postaram coś dobrać.
:))
Czekam na wasze opowiadania .
/Mavis
poniedziałek, 14 lipca 2014
Rozpiski o zawodach .
Informację można znaleźć w zakładce Zawody .
Nowe konie:))
Aktualnie dołączyła do nas:
Nimfa- kupiona przez rodziców i chłopaka Rebbece. Gratuluję.
oraz
Fire Flame-klacz sprowadzona na potrzeby stadniny ostatecznie kupiona przez rodzinę Darkroom.
Oto i one:
Nimfa
Rebecca Markley
Mavis Darkroom
Smuteczek.
Zrobię głosowanie na zdjęcie mam 4 zdjęcia do wyboru wygra zdj które będzie miało najwięcej głosów w tym z moim poparciem.
środa, 9 lipca 2014
Od Rebbece
- Halo.
- Hej Matt, tu Becca, jak tam idzie operacja wielka impreza ?
- Całkiem dobrze, pomijając fakt, że kompletnie nie mamy miejsca, gdzie możemy urządzić tak duże przyjęcie urodzinowe.
- Hmmm........... popytam się dzisiaj znajomych. Może oni coś mają, w końcu Rina to bardzo lubiana i pomocna osoba. - Gdzie się nie obejrzeć, tam ma przyjaciół, zawsze chętnych do poświęcenia się dla niej.
- Okej...
- No choć Matti - odzywa się trzeci głos. prawdopodobnie nie jest sam, a ja tylko mu przeszkadzam.
- Eliz nie teraz słonko - usłyszałam niewyraźnie.
- Ehem........... to ja kończe, pogadamy później. Przyjdź do mnie dzisiaj o 18 porozmawiamy i obmyślimy plan. Paaaaa.
Rozłączyłam się. Czuje się niezręcznie. Mogę tylko się domyślać o co chodziło, ale muszę tego zaprzestać. Ostatnim czasem wiele rzeczy nie uszło mej uwadze, zupełnie jakbym się zmieniała w jakiegoś cholernego detektywa. Spojrzałam w lustro. Ogarnij się Becca, musisz się ogarnąć, za chwilkę będzie po ciebie Alexander, a ty wyglądasz jakbyś spała dwa dni po huraganie i dopiero wstała.
Pobiegłam do łazienki w moim pokoju i przyznaję, że nigdy nie wyglądałam gorzej. Zastanawiam się co takiego wczoraj robiłam, że moje oczy są podkrążone, policzki zapadnięte, a usta suche. Wydaje mi się, że mam też nieobecny wzrok. Muszę się umyć, ale fakt iż miałabym zostawić mojego chłopaka samego w salonie na pastwę moich rodziców, szybko mnie pobudza. Ekspresowo układam sobie włosy w luźną, lecz wysoką kitkę, spryskuję twarz wodą oraz maluje się. Teraz nie jest tak źle, ale zwykle wyglądałam lepiej przy spotkaniach z moimi bliskimi, niż teraz. Usłyszałam pukanie do drzwi. Mój tata jest na dole i to właśnie on zdaje mi się, że otworzy drzwi. Oo nie.... . Pakuję co popadnie do mojej jasnobrązowej torebki, nie pomijając dodatkowej pary spodni i jak strzała wypadam z mojego pokoju na korytarz i chyba wystraszyłam moją siostrzyczkę. Nie ważne, wytłumacze jej jak wrócę. Zbiegam po schodach, ale nie słyszę żadnych rozmów, a kiedy jestem już na dole nikogo nie widzę. Wychodzę na taras. Są. Mój ojciec prowadzi energiczną dyskusję z moim chłopakiem, a moja mama przygląda się temu i nalewa wszystkim kawy. Nie udało mi się. Obiecałam sobie, że nie zostawie Alexandra sam na sam z moim ojcem, który jest przewrażliwiony i nigdy nie ustępuje, moim byłym zadawał takie pytania, po których sami ode mnie odchodzili. Za każdym razem wynikała z tego awantura w całym domu, a on nadal upierał się przy swoim. Lecz teraz nic nie potrafię wyczytać z twarzy taty, mimo iż bardzo gestykuluje rękoma, nic się nie dzieje. Aleksander mnie zauważył. Spojrzał pytająco na pana Leroya Malarkey, a ten udzielił mu pozwolenia, kiwając głową. Podbiegł do mnie i mnie przytulił.
- Witaj słodka. - Czuję jego ciepły oddech na mojej szyi.
- Hej - Nie wstydzę się moich uczuć do tego chłopaka, więc składam delikatny pocałunek na jego ustach. Alexander odpręża się. - Musimy już iść. Potrzebuję twojej pomocy. - mówię. - Pa mamo, pa tato, wrócimy niedługo.
Wychodzimy z domu i wsiadamy do jego sam..... nowego samochodu !? Olśniło mnie.
- Kiedy chciałeś mi powiedzieć, że kupiłeś sobie nowy samochód i to w dodatku chevroletta camaro. Wygląda jak prosto z salonu, skąd wziąłeś pieniądze ? - Byłam oszołomiona.
Zwsze moją cichą pają były samochody, Katherina doskonale mnie rozumie, bo ma tak samo. Połączyła nas pasja do koni i szybkich samochodów.
- Pamiętasz wujka Phillipa, tego bogatego z Polski ?
- Jak mam go pamiętać, skoro go nigdy nie widziałam, a wspomniałeś o nim tylko raz, w dodatku, że to brat twojego taty.
- Racja, więc przyjechał do ciotki Megan i nie spodziewał się mnie zobaczyć, ale kiedy już się spotkaliśmy, rozmawialiśmy właśnie o samochodach, bo on ma własny salon w Polsce, w Wielkiej Brytanii oraz w Niemczech i na dodatek pare istotnych znajomości. No więc, gdy spojrzał na mój stary wóz, którym jeździłem do pracy, ciarki przeszły mu po plecach. Powiedział, że jego bratanek nie będzie jeździł w czymś takim i zasięgnął swoich kontaktów. Znalazł to w Londynie, w stanie idealnym, tego oto camaro i zaoferował, że dołoży mi się do niego, a że ja miałem swoje oszczędności, zbierane prawie przez 10 lat, to starczyło, aby go kupić. No i bardzo go prosiłem, aby to było camaro, bo wiedziałem jak bardzo lubisz ten model.
- Jest cudny. - Pogłaskałam deskę rozdzielczą, kiedy wsiadałam.
- Jak chcesz, możesz poprowadzić.
Kiedy wsiadłam za kółko nie było nic innego po za drogą i moim wspaniały chłopakiem. Wsłuchiwałam się w nasz ulubiony kawałek: While She Sleeps - Love At War i chłonęłam tę chwilę. Mój umysł wiedział gdzie jechać, znał tę drogę na pamięć. Nawet z zamkniętymi oczami dojechałabym na miejsce, ale wolę nie ryzykować wypadkiem. Jesteśmy na miejscu. Zaparkowałam obok czarnego mustanga, a kiedy wysiadłam, widok tych dwóch, zaparkowanych obok siebie, wydał mi się jednym z piękniejszych. I jeszcze w tym miejscu. Obok koni, stajni, zielonych padoków. To moje spełnienie marzeń. Właśnie teraz stwierdziłam, że mam wszystko, aby być wiecznie szczęśliwą: kochających rodziców, siostrę, cudownego chłopaka, wspaniałą przyjaciółkę i masę innych dobrych znajomych, swoją pasję do samochodów, czarnego mustanga Tobiasa, granitowego camaro Alexandra, konie, Oriona, Lumię, Princessę i naszych pupilków stajennych.
Przez moją nieuwagę Nicole wraz z Riną, rzuciły się na mnie i przytuliły.
- I jak tam trwają przygotowania do jutrzejszych zawodów. - Na śmierć zapomniałam !!!! Jutro zawody, musimy przygotować stajnię na przyjazd nowych koni, ostatecznie potrenować, wyczyścić konie, przygotować padoki, ujeżdżalnie, parkur, cross.
- Spokojnie... - Chyba zauwarzyły, że zrobiłam się blada jak trup. - Zdążymy. Już stajnia sprzątnięta, większość koni przygotowanych, zostawiłyśmy tylko te, na których będziemy dzisiaj trenować. Padoki też gotowe, pani Isabel razem z panią Angelą przygotowały dla nas ujeżdżalnie, cross i parkur na dzisiejszy trening. Jest cała szkółka, więc podzielą nas na trzy grupy, ah no i jest nowy trener pan Paul Windsy.
- Okej, a jest lista koni na jakich jedziemy zawody ??
- Wisi u nas w siodlarni na tablicy korkowej. - wtrąciła się Nicole.
Pobiegłam, a za mną dziewczyny. Zdążyłam jeszcze dać znać spojrzeniem Alexandrowi, aby poszukał Tobiasa i pogadali. Kiedy zobaczyłam liste, przeczytałam ją na głos, aby niczego nie pomylić i przygotować sobie konie, na których jadę oraz ich sprzęt na jutro.
Mavis : Alex, Verda
Dylan: Malibu, Hamdani
Rebecca: Orion, Nimfa
Katherine: Lumia, Florencja
Kate: Saxo, Carmen
David: Axel, Steel
Nicole: Princessa, Blaze
Ian: Olimp, Rambo
Nimfa ?! Nie znam konia o takim imieniu.
- Rina co to za koń o imieniu Nimfa ?
- Też się zastanawiałam, ale nie mam pojęcia. Próbowałam się wypytać trenerki, ale ona milczy.
Podeszła do nas pani Angela - właścicielka stajni.
- Pewnie zastanawiacie się nad tym koniem, spokojnie właśnie przyjechał.
Wychodzimy na zewnątrz, a tam stoją moi rodzice z jakimś panem, który trzyma konia - zapewne klacz imieniem Nimfa.
- Hej kochanie - woła mnie mój tata, a zza jego pleców wychodzi Alexander.
Idę. Lecz nie mogę oprzeć się pokusie, muszę spojrzeć na tego pięknego kasztanowatego zwierzaka.
- To nasz prezent dla ciebie. Od dawna zastanawialiśmy się z mamą czego byś chciała. Jednomyślnie doszliśmy do wniosku - konia. Wiemy, że wolałabyś Oriona, ale stwierdziliśmy, że go i tak już ci nikt nie odbierze, więc razem z twoją panią trenerką i panią Angelą wybraliśy ci idealnego konia, oczywiście pomógł nam Alexander. Zapłacił za sprzęt.- Spojrzałam na nich z niedowierzaniem, czy oni próbują mi powiedzieć, że kupili mi konia. Zamykam oczy, otwieram je, ale to nie znika. To jest prawda. I jeszcze rozmawiali o tym z Alexandrem ? Kiedy ? Zapytam się potem.
Wzięłam Nimfe i wstawiłam do boksu, wskazanego przez panią Angele. Okazało się, że mieści się on po lewej stronie stajni i sąsiaduje po prawej z Princessą, a po lewej z Orionem. Nawet zobaczyłam tabliczkę z imieniem mojej klaczy, jej zdjęciem i rodowodem, umieszczoną na drzwiach jej boksu. Okazało się, że jest holsztynem i ma 7 lat.
Popracowałam z nią chwilę w boksie, aby dobrze mnie poznała i spróbowała mi zaufać. Gdy skończyłam, postanowiłam, że pójdę na chwilę na kanapę do siodlarni. Zaraz potem dosiadła się do mnie Nicole i Mavis.
- O mamciu Becca. - powiedziała Nicole.
- Tak ?? - Odpowiedziałam.
.
.
.
.
Nicole ?? Dokończysz ??
sobota, 5 lipca 2014
Od Ian'a.
-Hej, jak tam.?
-Dobrze, a u cb.?~Spytała.
Przytuliłem ją, oddała uścisk i stanęła na palcach żeby musnąć delikatnie moje wargi.
-Mmm...
-Coś nie tak.?~Spytała.
-Nie, wszystko w jak najlepszym porządku.
Uśmiechnęła się i podała mi kurtkę.
-Proszę, miałam ci oddać.
Wziąłem kurtkę i przewiesiłem przez ramię, chwyciłem dłoń Mavis i razem poszliśmy do budynku szkoły.
Pierwszą lekcją była-biologia. Mieliśmy ją razem.
Usiedliśmy obok sb.
-Było coś zadane.?
-Nie raczej nie.~odparła.
Przez resztę godziny byliśmy wmiarę cicho, oprócz tego że ciągle się śmieliśmy.
Ze dwa razy Fernandez zwróciła nam uwagę, ale zbytnio to nie podziałało.
~~Dzwonek.
Była już przerwa, a po niej kolejna i kolejna lekcja. Wkońcu była ta ostatnia godzina w szkole.
Miałem EDB(Edukacja dla Bezpieczeństwa). A Mavis bodajże miała zajęcia Artystyczne.
Całkiem nieźle jej to szło, ostatnio naszkicowała jakiegoś tygrysa czy lwa. Jeszcze tego nie widziałem ale obiecała że
mi pokaże .
~~Nareszcie dzwonek który zapowiadał koniec lekcji na dziś.
Poszedłem do szawki odłożyć książki i po kurtkę było dość zimno na dworze, pogoda się trochę pogorszyła.
Ruszyłem w stronę szawki Mavis, zastałem ją tam wraz z Dylanem, jej byłym chłopakiem.
Podszedłem i spytałem:
-Yhm..Przeszkadzam.?
-Nie.Tak.~Odparli wspólnie.
-Nie, nie przeszkadzasz Dylan już idzie.~Przerwała chłopakowi.
-Ok, to chodźmy dzisiaj pojedziemy razem poprosiłem Kate żeby dziś nie przyjeżdżała po cb.
-Dobra to gdzie dziś idziemy.?
-Na stadninę, instruktorka prosiła o przyjście wcześniej.
-Ah no ok.
Zwróciłem się do wolno odchodzącego Dylana:
-Hm, tobie raczej nic ni powiedzieli może dlatego że masz sprawę w sądzie.
Odwrócił się gwałtownie i odpowiedział:
-Nie twoja sprawa Pedale.~Odwrócił się i odszedł.
-Ian...~Złapała mnie za rękę i pociągnęła tak mocno jak tylko mogła.
-No idę, idę.
-Proszę nie rób tego więcej, Dylan nie jest taki jak myślisz, postąpił źle owszem, ale to nie nasza sprawa.
-Ok, a co tak na prawdę się stało w dniu naszej wycieczki, co takiego ci powiedział.?
-Ian,..
-Nie, chciałbym to wiedzieć, chcę mieć pewność czy nie jestem tylko nagrodą pocieszenia.
-Tylko teraz mi nie przerywaj.
-No ok.
-Ian, nie jesteś żadną nagrodą pocieszenia. Jesteś kimś zupełnie innym niż Dylan, Jesteś rozsądniejszy.
-No dobrze. A ty jesteś dla niego za dobra i za ładna.
Uśmiechnęła się.
-Ok chodź już bo się spóźnimy.
I poszliśmy, kawałek od szkoły stała moja Yamaha koloru czarno-bordowo-granatowego.
-Nowy motor.?
-No, dostałem od wuja Alexandra.
-Ładny.
Wsiadłem a ona zaraz po mnie.
-Załuż kask.~I tak też zrobiła.
Ja też założyłem kask i odpaliłem motor, po krótkiej chwili ruszyliśmy.
-Gdzie najpierw do cb, czy do mnie po rzeczy.!~Przekrzyknąłem ryk motoru.
-Jak wolisz możemy napoczątku do ciebie bo jest bliżej. ~Odkrzyknęła.
Tak więc pojechaliśmy do mnie, wyłączyłem silnik i postawiłem motor, zsiadłęm pierwszy i pomogłem Mavis zejść.
...Mavis.?
niedziela, 22 czerwca 2014
Przepraszam
/Mavis <3
wtorek, 13 maja 2014
Cześć.!!
Jeśli będzie 1000 wejść to będzie można głosować na:
~Mavis Darkroom i Alexa
~Dylana Kingston'a i Malibu
~Rebeca'e Markley i Oriona
~Katherinę Guariniere i Lumię
~Kate Darkroom i Saco
~Davida Bathelfielda i Axela
~Nicole Collins i Princessę
~Iana Wildera i Olimpa .
Bohaterów którzy będą mieć najwięcej głosów nominujemy do rundy 2.
Bohaterowie wygrani będą musieli napisać opowiadanie na temat Horse Land, uczniów oraz rodziny i przyjaciół.
Temat opowiadania:
~Impreza na stadninie ;))
Zapraszamy do głosowania WKRÓTCE .!!
/Adminka Mavis ♥
wtorek, 29 kwietnia 2014
Od Mavis
-Czy to nie, niestosowne.?
-Hmm.. Nie wiem.
-Ale, ty pewnie masz dziewczynę a ja...
Chcąc mnie uciszyć pocałował mnie delikatnie i nienachalnie.
-Czy to ci wystarczy żeby odpuścić i dać się ponieść temu co ci to mówi~wskazał moje serce.
-Mhm...~Uśmiechnęłam się do niego.
-Chyba powinniśmy wracać...
-Robi się ciemno.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i wstaliśmy, chciałam mu oddać kurtkę bo było zimno.
-Możesz ją zatrzymać na stadninie mam bluzę.
-Na pewno, jest zimno.
-Ważne że tobie jest ciepło. Chodźmy już.
Wsiedliśmy na konie w niecałe 20 minut byliśmy na miejscu, znowu chciałam mu oddać kurtkę, ale odmówił powiedział:
-Oddasz mi ją jutro w szkole. Hmm... chyba że nie chcesz żeby ktoś nas widział.
-Tak, oddam ci ją jutro. I nie, nie boję się że ktoś nas zobaczy.
Zsiadłam z Alex'a i podeszłam do konia Ian'a- Olimp'a.
Również zsiadł z konia stanął tuż przede mną.
-Czy... Mogę...
Przybliżyłam się i pocałowaliśmy się. Odsunęłam się i go przytuliłam.
-Czyli...
-Muszę się pospieszyć bo tata przyjedzie po mnie za 15 minut trochę się zasiedzieliśmy.
-Ale, czy to było tylko jedno razowe.?
-Jutro się przekonasz.~Przytuliłam go jeszcze raz i lekko musnęłam jego wargi.
-Do zobaczenia.
Wzięłam lejce Alex'a i poszłam pod jego boks, rozsiodłałam go i wyszczotkowałam. Poszłam do siodlarni po kostki cukru i marchew. Gdy przyszłam tata siedział w samochodzie a Kate stała obok Alex'a i go głaskała.
-Cześć, młoda, jak tam.?
-Hej, a całkiem nieźle . Już, zaraz będziemy mogli jechać tylko dam mu kostki i marchew.
-Dobra, dobra.
Wykonałam te czynności i pocałowałam chrapy konia, zamknęłam boks i posłałam mu jeszcze jednego buziaka.
Razem z Kate wyszłyśmy ze stajni, ale zanim wsiadłyśmy do samochodu zapytała:
-Skąd masz tę kurtkę.?
-A obchodzi cię to.?
-Tak, bo z tego co pamiętam to Dylan takiej nie nosi.
-Dylan to zamknięty rozdział.
-Ooo.. Co się stało że twój "Rycerz na białym koniu" stał się zapomnieniem.
-Nie powinno cię to obchodzić.!~Wrzasnęłam na nią.
Zdziwiła się, ale odpuściła.Wsiadłyśmy do samochodu i przez całą drogę się nie odezwałyśmy ani słowem.
Dojechałyśmy do domu a jutro na rano spotkałam się z Ian'em przed szkołą.
Ian ?
niedziela, 27 kwietnia 2014
Bardzo przepraszam.
swój wolny czas na dopieszczanie bloga i jego uczestników.
Jeszcze raz, bardzo przepraszam.
/Adminka Mavis <3
czwartek, 13 marca 2014
Od Katherine
sobota, 8 marca 2014
Od Ian'a
Postanowiłem pojechać do stajni, może się gdzieś pójdzie z Olimp'em.
Wsiadłem na motor i ruszyłem do Horse Land. Jechałem około 30 min.
Gdy dojechałem Olimp był na padoku, przywitałem się i poszłem do siodlarni wyciągnąć pare potrzebnych rzeczy. Tam zastałem Mavis opłakaną.
-Hej... Coś się stało.~ Podszedłem i objąłem ją ramieniem. Nie odepchnęła go.
-T...tt..Tak.. Dylann.. m..m..mnie rzucił.~Zaczęła się jąkać.
Przytuliłem ją mocniej, a ona ku mojemu zaskoczeniu wtuliła mi się w ramie i zaczęła bardziej płakać, pogrzebałem trochę w kieszeni i znalazłem poszukiwane pudełeczko chusteczek podałem jej.
-Dziękuje. Dlaczego jesteś dla mnie taki miły.?
-No..Boo...~Teraz ja zacząłem się jąkać.
-Tak.. Ja też..~Uśmiechnęła się. Przyznaje zaskoczyło mnie to, dosłownie przed chwilą rzucił ją chłopak a ona się już pozbyła smutku.
-Hmm..To może już chodźmy, może pojedziemy na przejażdżkę.?
-Twoim motorem czy konno.?
-Najpierw konno a potem coś się wymyśli. A teraz już nie płacz i idź po Alex'a widzimy się przed stajnią.
Poszedłem po Olimp'a oporządziłem go i ruszyliśmy razem przed stajnię Vis już tam była, szybko jej poszło.
-O widzę że się spóźniłem.?
-Nie, może to ja przyszłam za wcześnie.?!
Uśmiechnąłem się do niej i pomogłem jej wsiąść na Alex'a, okazała się niższa niż na zdjęciach.
Wsiadłem na mojego ogiera i spytałem.
-To co jedziemy.?
-No pewnie, kto będzie pierwszy przy zatoce.? To niedaleko.~Uśmiechnęła się i ruszyła galopem.
Ledwo ją dogoniliśmy, ale jakoś się udało.
-Sprinterka z ciebie.~Roześmiałem się.
-Hmm... A z ciebie..Przystojny sprinter.~Teraz roześmieliśmy się w niebo głosy.
Docieraliśmy do celu żartując, opowiadając o sobie i śmiejąc się. Gdy już dojechaliśmy daliśmy koniom odpocząć i usiedliśmy, zaczynało się ściemniać.
Mavis zaczęła drżeć, ściągnąłem kurtkę i okryłem jej ramiona, przytuliła się do mnie odwzajemniłem uścisk. Nie zauważyłem że patrzy mi w oczy gdy chciałem się spojrzeć w jej, pocałowała mnie.
Całowaliśmy się ok. 5 minut gdy już przestaliśmy spojrzała na mnie i powiedziała...
Mavis.?
środa, 5 marca 2014
Od Rebbece
...................................................................................................................................................................
Nie wierzę, właśnie się dowiedziałam, że pani Isabel organizuje zawody towarzyskie . I wszystkie będziey brały w nich udział. Oczywiście zawody są podzielone na dyscypliny. Muszę poprosić o osobny trening skokowy, ostatnio ciągle mamy ujeżdzenie, no nic. Jejku straznię się cieszę. Tym bardziej, że spotkam starych znajomych z innych stajni. Będą tu prawie wszystkie szkółki ulokowane wokół Londynu. Już się szykuję na nie ...........................
czwartek, 20 lutego 2014
Od Nicole
- Piękny co nie ? To mustang, uwielbiam ten samochód. Kiedyś będę miała taki.
- O hej, miło mi. Jestem Nicole. - Podałam jej rękę.
- Co tak oficjalnie ? - Przyciągnęła mnie do siebie i przytuliła.
- Hmm .. miłe uczucie. Wszyscy tutaj są tacy ??
- Jacy ??
- Tacy mili, poznałam wiele osób.
- Bo jesteś śliczna, na pewno większość chłopaków chciało cię poderwać, tak jest w tej szkole. A tak w ogóle jestem Rebecca. - Nagle ktoś z samochodu ją zawołał. - Przepraszam muszę już iść. A właśnie, widziałam na twoim telefonie zdjęcie konia, czy ty jeździsz ?
- Oh tak od dzieciństwa.
- W takim razie zapraszam cię razem z nami do stajni. Ja, Mavis i Katherine również jeździmy konno i jak chcesz zabierzemy cię do naszej stajni. Choć. - Pociągnęła mnie za ręke do samochodu.
- Tobias masz jeszcze jedno miejsce w samochodzie, no nie ?? - Zapytała się kierowcy.
- No tak.
- To bierzemy Nicole.
- Okej. ...
(...)
Rebecca ??
Mini Konkursik. ;))
Hej, nie moge sie doczekac 1000-ca wejsc wiec robie malutki konkursik.
Zasady:
1. Wymiary 640cm-700cm .
2. Technika dowolna
3. Tlo wykonane ze zdjec uczniow, mozna dolaczyc zdjecia Koni ;))
4. Data konca konkursu: 27.02.2014 rok.
5. Zgloszenia wysylamy do 23.02.2014 roku.
6. Tla wysylamy na poczte lub howrse:
poczta: duss1908@gmail.com( mozna wysylac z kazdej internetowej poczty takiej jak: o2, onet, wp, gmail i inne) .
Howrse: Lol1908, lub Sygma.
Konkurs polega na Tle do bloga. A mianowicie:
Trzeba uzyc zdjecia wszystkich uczniow z zakladki "UCZNIOWIE" i porozstawiac tak zeby bylo widac kazdego.
Mozna rowniez uzyc zdjec koni. Zdjecia umieszczone na tle powinny byc podpisane tak zeby bylo widac kazde imie jesli tak nie wyjdzie to trudno.
Nagrody:
1 miejsce:
Howrsowicze(nawet jesli wyslecie przez poczte nalezy napisac swoj login ):
Gratulacje.(przez 10 dni od Administratorek)
Kon wybranej rasy[pegaz albo rog](nwm co bede miala na stanie wiec troche moze potrwac.!!)(nie da sie za darmo wiec za 500eq) ( z malutkimi bonusami nie wymienionymi .! )*
Pocztowicze xD :
Gratulacje, przedstawienie na formu bloga, Bycie na glownej stronie z zakladka nowosci przez tydzien.!!
2 miejsce:
Howrsowicze:
Gratulacje.(przez 5 dni od Administratorek)
Kon dowolnej rasy(bez mozliwosci wybrania pegaza lub roga.!)( z jednym bonusem nie wymienione.!!)*
Pocztowicze:
Gratulacje i przedstawienie na forum bloga.
3 miejsce:
Howrsowicze:
Gratulacje(przez 2 dni od Administratorek)
Kon rasy do wybrania w nawiasie kwadratowym
[ kon luzytanski, kon czystej krwi arabskiej/ angielskiej, kon andaluzyjski, pinito]*
(Bez bonusow.!)
Pocztowicze:
Gratulacje.
*konie nie beda dorosle.!!( moga posiadac gwiazdki do um.!)
Jurorzy:
Natka1120( Natalia Szwarc)
Lol1908( Duss ia)
Kajla( Kaj la)
Witamy Nicole !!!!!
Witamy Nicole, która dołączyła do nas 20.02.2014 r :D
Witamy David'a.!!
David Bathefield z Londynu. Mial ciezkie zycie ale odnalazl ta Jedyna.
Witamy David'a dolaczyl do nas 13.02.2014r .:)
Od Katherine CD
Rebecca ?
środa, 19 lutego 2014
Od Kate CD Mavis
-A jak wygladam.?~zapytala sarkastycznie.
-Troche jak rozjechana szynka.
Dziewczyna sie usmiechnela.
-Jeszcze raz przepraszam.
-Hmm... Nie szkodzi.
-Sadzac po twoim glosie, to chyba raczej mi nie wybaczasz.
-Hmm.. Nie znasz mnie chyba za dobrze.
-Owszem, ale jestes podobna do Luke'a.
-Taty.?! Czy on o tobie wie, ty ... Ty... Kto jest twoim ojcem.? Lub Matka.?
-Chcesz mnie zapytac kim sa moji rodzice.?
-Yhy.
-No wiec, twoji rodzice sa rowniez mojimi rodzicami.
-Oni cie ukrywali jak mozesz to tak spokojnie mowic.!
-Zdaje sie ze Lukas przyjechal, ja juz pojde.
-I dlaczego mowisz do nich po imieniu umuwiliscie sie.?
-Bo byli stanowczo za mlodzi jak sie urodzilam zebym miala do nich mowic "Mamo" i "Tato".
Wyszlam. Za drzwiami stali Lukas i Mia.
-Mavis chce sie z toba widziec. Lepiej jej wszystko wytlumaczcie, bo mnie juz zasypywala pytaniami, o wasze sprawy.
Spojrzal na mnie i wszedl na sale, nie wiedzialam o czym mowia wiec poprostu wyszlam.
-Czesc.
-Kate.!
odwrucilam sie na piecie i spojrzalam jej w oczy w ktorych widac bylo tylko bol i troske. A nie radosc ze tu jestem.
-Co.! Jesli chcesz mnie teraz...
Przerwala mi czyms bardzo zaskakujacym. Ona mnie przytulila nie robila tego juz od 4 czy 5 lat.
-C...C...Co..ty..ty... ro..ro..bisz.?
-Jakasz sie.?
-T..t...ta... Tak, przeszkadza ci to.
-Skarbie, oczywiscie ze nie. Przepraszam ze, cie zostawilismy.
-Tak, oczywiscie.
Odwzajemnilam uscisk i wyplatalam sie z jej ramion.
-Musze juz isc, zadzwonie pozniej.
Udalam sie do wyjscia ze szpitala i tam zastalam jakiegos 16-sto letniego chlopaka.
-Znasz Mavis, wiesz co z nia.?
-Yyyy.. Uspokuj sie lezy na 3 pietrze, korytarz A sala 313. Ty jestes Dylan.?
-Tak, skad wiesz, i skad wiesz ze ona tam lezy.
-Bo jestem jej siostra.
-Ale...
-Przepraszam ale nie mam czasu. Do zobaczenia,Dylan.
Odwrocilam sie i odeszlam. Wyjelam z kieszeni telefon i wybieralam numer do Davida, odebral po 3 sygnale.
-Hej, mala co tam.?
-Czesc, skarbie wpadniesz po mnie do szpitala.?
-Cos ci sie stalo.?
-Nie, mnie nic mojej siostrze.
-Mavis.? Dobra zaraz bede w ktorym szpitalu.?
-Union Diverses Hospital Dre przy China Town.
-Ok, czekaj na jakiejs lawce zaraz bede, Pa.
-Pa.
niedziela, 16 lutego 2014
Kontynuacja Soboty " Od Mavis"
-Sama zrobilas.?~Spytalam.
-Tak... Dlaczego pytasz.?
-Bo.. sa przepyszne ..
-A co tak zle gotuje ze musze wszystko gotowe kupowac~ Usmiechnela sie , ale w jej oczach byla iskierka bolu.
-Nie, no co ty gotujesz swietnie.~I to bylo 100% prawda, babcia gotuje wrecz doskonale.
Gdy juz zjadlam poszlam na gore poszukac Filemona. Troche dziwne imie jak na 21 wiek.
-Filemon, Filemon.!
A kotka nie widac.
-A moze jest tu.!~ Sprawdzilam pod lozkem, tam tez nie ma.
-To na pewno jestes tu.!~ Tym razem sprwadzilam za i pod szafa.
Hmm.. Tu tez go nie ma, zeszlam na dol do kuchni a tam.. Filemon przy misce z mlekiem.
-O ty lobuzie, ja ci pokaze.!~Podeszlam do kotka i zaczelam drapac za uchem. Zaczal pocichu mruczec i wkoncu sie polozyl.
-Skarbie wstan z podlogi, jest brudna.~W drzwiach stala Mama.
-Wrocilas.!~Rzucilam sie jej na szyje.
-Do mojej coreczki zawsze. Iiii... mam dla ciebie niespodzianke.~Powiedziala, ale sie nie usmiechnela a to byl zly znak.
Ohh..Mam nadzieje ze to piesek.
-Kate.! Mozesz juz wejsc.
-Yhyy. Juz ide.~Dziewczyna odpowiedziala sakrastycznie.
Chwile po tym do domu babci weszla rudowlosa dziewczyna, podeszla do mnie i sie przedstawila.
-Kate Darkroom, a ty.?~Spojrzala na mnie spod dlugich rzes.
-Mavis Darkroom, jestesmy jakos spokrewnione.? Tata nie ma rodzenstwa.
-Nie powiedzialas jej, moglam sie domyslic.~ Zwrocila sie do mamy.
-Nie, ale ty mozesz jej teraz powiedziec.~Mia wydawala sie byc rozzloszczona
-Ohh... Ale o czym.!~Przerwalam ich dyskusje.
-Ze jestem twoja siostra.!
-Co... Ja... Nie..~Wybieglam z domu i gdy przebiegalam przez ulice, nie zauwazylam jadacego samochodu.
...
Jedyne go slyszalam to byl krzyk. Moj krzyk, i potworny bol. Potem zauwazylam ze z domu wybiega mama i babcia, po Kate ani sladu.
-Mavis.!
To bylo ostatnie co uslyszalam.
(...)
Obudzilam sie w szpitalu, nie wiem czy to byl ten sam dzien czy inny.
-Mavis, skarbie.~Matka szlochala mi przy lozku. Zaraz chwila wlasnie sobie uswiadomilam gdzie jestem.
-Dlaczego wczesniej mi nie powiedzialas.~Bylam zla na matke.
Do sali weszla pielegniarka i wyprosila mame.
-No wiec, Mavis tak.?
-Tak.
-Mialas wypadek, wiesz o tym.?
-No raczej, w innym wypadku teraz bym lezala u mnie w pokoju.
-Ok, mama cie poinformowala o wszystkim.
-O wszystkim, czyli.?
-No wiec, nie masz zadnych zlaman co jest bardzo dziwne przy takim uderzeniu ale masz skrecony nadgarstek.
-Czy przez to ze jest skrecony nie bede mogla jezdzic przez dlugi czas.?
-Nie, oczywiscie ze bedziesz mogla jezdzic , ale bedzie kontuzja.
-To znaczy ze jak upadne to reka znow sie skreci.
-Niestety, skrecenia sa gorsze od zlaman.
-A reszta, czy to wszystko.?
-Nie, masz jeszcze male wstrzasnienie mozgu.
-Czy to grozne.?
-Nie. Wstrzasnienie jest male wiec spokojnie.
-To dobrze, ale czy sa jakies tego objawy.?
-Tak, mozesz miec przez jakis czas bole migrenowe.
-Jak dlugo tu zostane.? Mam szkole .
-Kochanie, dzis jest niedziela, na obserwacji zostaniesz przez ok. trzy, cztery dni. To nie tak dlugo, ale najlepiej dla ciebie bedzie jesli w tym tygodniu nie pojdziesz do szkoly.
-Ok.
-Do zobaczenia, i przy okazji mam na imie Jesse .
-Milo mi cie poznac.
-Mozesz mi mowic po imieniu, nie jestem taka stara, miedzy mna a toba jest tylko 10 lat roznicy.~Usmiechnela sie i wyszla.
Mama weszla spowrotem na moja sale i usiadla na krzeselku obok mojego lozka.
-Tak mi przykro ze ci nie powiedzialam. Ale Kate sie dawno wyprowadzila wczesniej mieszkala u Petera mojego kuzyna ale teraz przyjechala i..
-I mam ja zaakceptowac, rozumiem. A teraz chce sie widziec z tata.
-Kochanie...
-Nie.! Chce go widziec teraz.~Przerwalam jej, a do sali weszla Kate.
-Hej, jak sie czujesz.?
-A jak wygladam.!?
-No troche jak rozjechana szynka.
Mimowolnie sie usmiechnelam.
...
Kate.?
piątek, 14 lutego 2014
Od Rebecce
Od Mavis
Hmm..moze to dziwne~pomyslalam, ale ten Matt jest calkiem ladny. Pff.. moja glupota, przecierz mam Dylana.
A on juz jutro wraca, tak za nim tesknie.
Nie znam za bardzo Riny , ale zrobilo mi sie jej zal gdy, uslyszalam o wypadku jej mamy.
(...)
Na zajutrz, wstalam bardzo nie wyspana byla sobota. To dzis przyjezdza Dylan, mowil ze bedzie ok. czternastej, pietnastej, wiec troche poczekam.
Poszlam do kuchni i skierowalam sie do lodowki, wyjelam sok truskawkowy, ser salami i maslo, siegnelam do chlebaka ale, okazalo sie ze nie ma chleba.
Zadzwonilam do taty ze, ma kupic jak bedzie wracal, niestety nie odebral i musialam sie nagrac na poczte.
Odlozylam ser i maslo, gdy juz mialam isc do swojego pokoju zadzwonil telefon, zbieglam do salonu i odebralam, dzwonila babcia.
-Halo.?
-Czesc babciu, cos sie stalo.?
-Tak, dziadek zaslabl i musial jechac do lekarza, nie ma taty w domu.?
-O moj Boze, nie ma, juz sie ubieram i jade.
-Kochanie, czym pojedziesz nie masz jeszcze prawa jazdy.
-Przyjade autobusem, Pa babciu nie dlugo bede.
Rozlaczylam sie i pobieglam na gore sie ubrac i zrobic poranna toaletke. Nie dlugo po tym jak juz sie oporzadzilam poszlam na autobus i pojechalam do domu dziadkow. Jazda trwala ok. 30-stu minut, dziadkowie mieszkali dosc daleko od nas dlatego tak dlugo zajal mi dojazd.
Gdy juz dojechalam, musialam tylko przejsc przez ulice i skrecic w prawo i juz bylam.
Otworzylam drzwi. Weszlam do srodka a tam obskoczyl mnie Buster pies dziadkow, zapewne Filemon spal u gory.
Usmiechnelam sie mimowolnie, poszlam do salonu i zastalam tam babcie.
-Hej, babciu.
-Witaj, ptaszyno.~Babcia tak mnie nazywala praktycznie od dziecka.
-To co tam, z dziadkiem, cos wiadomo.?
-Tak, przed chwila dzwonil ze bedzie przez 3 dni w szpitalu na obserwacji.
-Oj, a co bylo powodem oslabienia.?
-Ostatnio zle sie czul i byl ogolnie slaby jak na razie, przyczyna nie jest wiadoma, moze jutro sie czegos dowiemy.
-No tak.
-To co glodna jestes.? Mam twoje ulubione, nalesniki francuskie.
-Ooo, no pewnie, sama robilas.?
-Tak.
Cdn..
czwartek, 13 lutego 2014
Do Katherine CD
środa, 12 lutego 2014
Od Katherine
Od Mavis
poniedziałek, 10 lutego 2014
Od Rebecce
niedziela, 9 lutego 2014
Kontynulacja Srody "Od Mavis"
Teraz mialam EDB(Edukacja Dla Bezpieczenstwa), jedy jakie te lekcje sa nudne.
Godziny mi mijaly strasznie szybko wiec zanim sie obejrzalam byla ostatnia lekcja geografia z panem Stalvis'kim. Zwykle nic na geografni nie pisalismy bo nauczyciel tylko tlumaczyl od poczatku roku szkolnego z zeszycie do tej lekcji mialam zapisane tylko szestascie kartek w tym zadania domowe. Gdy nauczyciel cos mowil ja pograzylam sie w rozmyslaniach co bede robic na stadninie. Z Alex'em moze bedzie tam Rebecca i Katherina,
polubilam te dziewczyny a Kat doskonale byla zgrana z ta niesamowita klacz- Lumia.
Kiedys jezdzilam na tej klaczy, niestety ja do niej nie pasowalam i gdy zobaczylam Alex'a to
zakochalam sie w nim od pierwszego wejrzenia. Ogier jest niesamowity gdy galopuje, to robi to z taka duma ze nie czuc nic oprocz powiewu chlodnego wiatru we wlosach.
Ahh...Z zamyslenia wyrwal mnie dzwonek swiadczacy o tym ze moge sie juz szykowac do mojego skarba. Poszlam wiec do szafki zostawilam niepotrzebne ksiazki i przebralam sie.
Dzis nie wracalam autobusem tata po mnie przyjechal gdyz martwil sie moim dzisiejszym atakiem alerfii, a alergie mialam na zapach jeczmienia i jakiegos drzewa nie pamietam jakiego. Wyszlam ze szkoly i rozejrzalam sie za samochodem taty, zauwazylam go pod wierzba, ruszylam szybkim krokiem do auta, wsiadlam.
-Czesc, kochanie.~Tata usmiechnal sie do mnie czule i ze zmartwieniem.
-Hej.~Usmiechnelam sie tak zeby juz sie nie martwil.
Zapielam pasy i ruszylismy.
-Zawieziesz mnie na stadnine.?
-No pewnie, chcesz cos spakowac.?
-Hmmm... Tak brygesy, buty ,cukier oraz merchewki.
-Dobrze, wiec jedziemy jeszcze do domu.
Jechalismy jeszcze przez jakies 15 minut. Gdy dojechalismy szybko wyskoczylam do domu wypakowalam ksiazki i spakowalam potrzebne rzeczy, niestety nie znalazlam kostek cukru.
Weszlam do auta i zapielam pasy.
-Tato,masz jeszcze troche czasu zeby skoczyc do sklepu.?
-Tak, a co bys chciala.?
-Kostki cukru, nie znalazlam ich w domu.
-Dobrze.
Sklep byl przecznice od mojego domu wiec szybko poszlo, weszlam i wyszlam.
Wiec ruszylismy na stadnine, zazwyczaj jedziemy 30 minut teraz zajelo nam troche dluzej dlatego ze bylam w sklepie.
Dojechalismy.
-Czesc, przyjedziesz po mnie o tej porze co zawsze.?
-Kochanie moge sie troche spoznic, bo mam cos do zalatwienia.
Nie wiem dlaczego ale mialam wrazenie ze tata ukrywa cos przed mama, a matki nie ma wyjechala do pracy w Cansas. Nikomu nic nie mowilam a to dlatego ze za bardzo sie tego wstydzilam. Poszlam do przebieralni, przebralam sie i wlozylam do kieszeni dwie marchewki i cztery kostki cukru.
Poszlam do stajni najpierw poszlam do Malibu , dalam mu kostke.Potem do Orion'a i Lumii
wykonalam ta sama czynnosc i na koncu poszlam do Steel jej rowniez dalam kostke cukru,
poszlam do Blaze ogierowi dalam marchew , ruszylam w strone boksu Alex'a, zapomnialam jeszcze Axel moj drugi podopieczny, zawrocilam do jego boksu i wreczylam ostatnia marchew. No coz Alex'owi bede musiala dac kostki cukru, wiec wrocilam do przebieralni po kostki i spowrotem do stajni.
-Hej, maly jak minela noc.~Usmiechnelam sie a ogier jak zawsze zaczal mnie mazgac pyskiem po wlosach, twarzy i szyii. Poglaskalam go po pyszczku i wysunelam z kieszeni kostki cukru, od razu sie zainteresowal slodkoscia. Poszlam do siodlarni po kantar i linke przewiesilam na drzwiczkach i wrocilam po siodlo i uzde. Siodlo przewiesilam na tak zwanym kozle a uzde zawiesilam na haczyku, wzielam kantar i linke podeszlam do ogiera i wsunelam mu na glowe kantar a do malego kolka przypielam linke i wyprowadzilam konia na ganek przywiazalam do kolka na scianie. Poszlam jeszcze po szczotke, zgrzeblo i kopystke bo nie zabralam mojej aksamitnej szczoty do wygladzania siersci.
-Hej.
Zleklam sie ze upuscilam przedmioty, powoli sie odwrocilam i w drzwiach zobaczylam Rine.
-Cholera, Rina nie zachodz mnie tak z tylu. I tak a pro pos Czesc.Aaa.. i masz moze szczote do wygladzania siersci.
-No pewnie, chodz to ci dam.~Dziewczyna z lekkim usmiechem ruszyla do swojej szafki w przebieralni.
-Masz.
-Dziekuje~Usmiechnelam sie i poszlam pozbierac to co upuscilam.
Poszlam wyczyscic Alex'a i przy okazji gdy odprowadzilam go do boksu, poszlam po Axel'a, go rowniez wyczyscilam i jakoze mialam jeszcze mnostwo czasu wyczyscila jeszcze Steel, Blaze i Oriona , bo dawno nie widzialam Becci myslalam ze sprawi jej to przyjemnosc gdy, odprowadzalam ogiera do boksu w drzwiach stajni ujrzalam Rebecce.
-Hej, pomyslalam ze wyczyszcze Oriona.
-Yhym, tak bez pytania..
Rebecca.?
Kontynulacja Wtorku"Od Mavis"
piątek, 7 lutego 2014
od Mavis
Spojrzałam na zegar wzięłam dwa małe zawiniątka i pobiegłam na autobus, o dziwo się nie spóźniłam to dobrze bo tata by w końcu powiedział ze mam po prostu mam wstawać wcześniej . Do szkoły jedzie się około dziesięć minut, dziś usiadłam sama .. Bo zazwyczaj siedziałam z Dylanem ale że go nie ma to siedzę sama. Pierwszą miałam chemie wiec poszłam do szafki się przebrać i wziąć książki . Akurat jak przekrecalam kluczyk zadzwonił dzwonek na lekcje. Powoli wyciagalam kluczyk ale się zablokował w połowie podeszłam do pani Wilder i powiedziałam ze trochę się spoznie gdzyz utknął mi kluczyk.
Nauczycielka zmarszczyla brwi i skinela głową. Poszłam po woznego pana Maxymiliana żeby pomógł mi z tym kluczykiem. Powiedział ze mam iść na lekcje a jak się skoncYzy zgłosić do tak zwanego akwarium. Weszlam wiec do klasy i usiadłam na swoje miejsce z tylu klasy.
Chłopacy oglądali się jak zwykle uważali ze nie tylko jestem dobra koleżanka ale i atrakcyjna dziewczyna, skąd to wiem.. Bo ostatnio przed lekcjami zaczepiła mnie grupka chłopaków z mojej klasy i każdy po kolei pytał czy z nim gdzieś nie wyjdę, doskonale wiedzieli ze jestem z Dylanem, ale oni upierali się przy swojej wersji czyli rzecz biorąc idę z nimi na piwo upijają nie i robią rzeczy o których nikt inny by nie pomyślał. No cóż..
-Mavis może ty nam wyjaśnisz .?
-Przepraszam,jakie było pytanie.?
-Może wkońcu za siebie i przestaniesz bujać w oblokach, jesteś na lekcji nie zapominaj o tym.
Odwróciła ode mnie wzrok i spytała .
-To może ktoś inny.? Bo panna Darkroom nie jest zainteresowana lekcją.
Posłała mi złośliwy uśmieszek.
-No cóż a pani nie umie nad tym zapanować.
Z jej twarzy zniknął uśmiech teraz patrzyła na nie z nienawiścią uśmiechnęłam się do niej triumfalnie. Znalazła we nie wroga i to dokładnie w tej chwili. Nauczcielka zajęła się innymi uczniami a ja bazgroliłam jakieś bochomazy tyle zeszyu. Zadzwonił dzwonek aja udałam się do akwarium odebrać kluczyk od szafki .
-Mavis, jak zamkasz salzafke to przekrecaj dwa razy bo wtedy kluczyk będzie ci sie blokować dobrze.?
-Ok. Przepraszam za kłopot.
Na odchodne pomachalm Maxowi.
CDN...
czwartek, 6 lutego 2014
Od Katherine
Dopiero po pewnym czasie w szkole zobaczyłam tą dziewczynę , o której mówiła moja trenerka. Opisała ją bardzo dokładnie, chyba lepiej nie mogła. Siedziała w ławce. Razem z Beccą nie mogłyśmy się oprzeć, aby nie zagadać. Poszłyśmy do niej.
- Hej, jestem Becca, a ty jak masz na imię ?
- Mavis. Możesz mi mówić Mav.
- Rina podejdź.
- Hej jesteś Mavis, ta dziewczyna z Californii.?
- Yyy.Tak.
- Ohh to cudownie ja mieszkałam w Aspen.
- Aham to pewnie nie daleko Cansas.?
- Nie...To blisko Santa Monika głuptasku.
Uśmiechnęłyśmy się do niej i jak najlepsze przyjaciółki powiedziałyśmy chórem.
- Do zobaczenia !
Przed szkołą spotkałam Tobiasa. Boże jak on świetnie wygląda. Mam wrażenie jakby od ostatniego czasu, czyli wczoraj, wydoroślał. Złapał mnie za rękę i przytulił. Pewnie to znów jedna z jego zagrywek, ale i tak się w niego wtuliłam. Zawsze pragnęłam poczuć jego perfumy z bluzki, którą teraz miałam przed nosem.
- Tobias. Tobias !
- Yyyy. Tak ?
- Już możesz mnie puścić, pochwaliłeś się nową zdobyczą, choć nią tak na prawdę nie jestem.
- Ale nie o to chodziło.
- Oj nie tłumacz się.
- Może zawieźć cię gdzieś ? Może do stajni, gdzie mi coś obiecałaś ? - Jejku czytał mi w myślach, gdyby nie on pewnie musiałabym krzątać się autobusem.
- Dobrze, ale pamiętaj to ci się i tak nie upiecze. - I uśmiechnęłam się do niego najczulej jak się tylko dało.
Jak zwykle tak samo przywitałam się z moją cztero kopytną przyjaciółką i razem z nią udałam się na dwór przed stajnię. Tam zaczepiłam ją o metalowe kółko zamontowane na ścianie, najbliżej drzwi i zabrałam się do pracy. Przy moich czynnościach wszystko dokładnie wytłumaczyłam Tobiasowi i nawet dałam mu wyczyścić przednie kopyto. Chłopak ma chyba wrodzony talent. Zrobił to pierwszy raz, a operował kopystką, oczywiście wg moich rad, w odpowiednich miejscach. Sam założył mi czaprak i siodło, ale na tranzelke i popręg niestety musiał poczekać, gdyż są to zbyt ważne czynności, aby zrobił to początkujący. Na koniec jak zwykle moje ulubione granatowe owijki, nie zapomniałam też o spleceniu ogona.
Pani Isabel już czekała na mnie gotowa, a obok niej czekała Mavis i Alex.
- Mavis poznaj Katherine. Od dzisiaj stwierdziłam, że jesteście na podobnym poziomie jeździectwa, dlatego będę uczyć was we dwie razem. Przy okazji nauczycie się jeździć synchronicznie. - Mina Mavis mówiła wszystko, była zdziwiona, że w ogóle wiem co to koń. Idę o zakład, że myślała, iż jestem typowym fejmem.
Najpierw luźny stęp aby przygotować konie na podciągnięcie popręgu, a następnie lekko zebrany kłus. Lumia sunęła po piasku jak dama, a ja razem z nią. Ćwiczyłyśmy teraz przejazd na brązową odznakę mimo iż obie ją posiadamy. Udało nam się bez najmniejszego błędu. Nawzajem z Mavis ciągle się obserwowałyśmy, ona ma wspaniały dosiad. Idealnie pasuje do Alexa, są jakby jedno ciało, podobnie jak ja z Lumią. Teraz przypominałyśmy sobie ustępowanie od zadu. Miałam małą pomyłkę z położeniem łydek, gdyż bardzo dawno to robiłam, ale Lumia i tak wiedziała o co mi chodzi. Wszystko zakończyłyśmy luźnym galopem dookoła, Praktycznie puściłam jej wodze i kierowałam samymi łydkami.
Wszystko obserwował Tobias był aż zdumiony jaką więź tworzę z moją podopieczną. Od razu po treningu w bramie stanęła Becca z Orionem. Nareszcie jest w domu. Tak brakowało mi naszego duetu.
- Jejku myślałam, że nie wrócisz.
- Oj Rina głupolku, Orion to wspaniały koń dał radę bez zatrzymania iść całą drogę.
- Słuchaj pamiętasz tą Mavis ?
- Tak tą ładną blondynkę ??
- Noo. Ona teraz będzie z nami w grupie jeździć. W sumie to nawet się cieszę, uwielbiam zawierać nowe przyjaźnie. - Podskoczyłam z entuzjazmu.
- Poczekaj odprowadzę mego ogiera i zaraz wracam.
Kiedy wróciła, podeszła do nas Marvis.
- Hej chciałam ci powiedzieć, że bardzo dobrze jeździsz.
- Jejku, a ty masz wspaniały dosiad. - Odrzekłam.
- A ja chciałam wam powiedzieć, że ..
(...)
Rebbeca ??
wtorek, 4 lutego 2014
300 wejść.!!
Jeśli uda nam się dobić do 1000 wejść będzie konkurs*.
*Związany z howrse.!!
Szlaban ;((
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Glosujcie prosze na bloga.!
Skoro juz tu jestes zostaw glos.
Za kazde oddane glosy jestesmy wdzieczne.
Dlatego prosze o jeden malitki kliczek.
Odpowiadajcie szczerze.!
/Mavis ;)
środa, 22 stycznia 2014
Od Rebecce
- Jezu kochany, tornado tędy przeszło !??
- Nie tornado tylko Charlie, chyba ją poniosło. Fakt pozwoliłam jej się tu bawić, ale tylko wtedy, kiedy będzie posprzątane.
- Nie wierzę. Charlott, migiem przyjdź tu do mnie. Natychmiast!!!!!! - Jej głos rozległ się po całym domu. Prawdopodobnie nawet moi sąsiedzi ją słyszeli.
- Yyyyy........tak ?? Co jest ?
- Posprzątaj to migiem. !
- A jak nie to co ??!?!?!
- Może kupisz swojej siostrze w zamian ładne ochraniacze, ostatnio narzekała, że nie ma i ciągle musi stajenne brać.
- Ale mam... .
- Nie ma mamo, masz kieszonkowe. Raz zrób siostrze należyty prezent.
Odeszła i zaraz od razu dała mi pieniądze na moje wymarzone ochraniacze. Jejku tak długo czekałam na ten dzień, kiedy pojadę do sklepu po nie. Akurat naszej klasie odwołali dzisiaj lekcje, ale biedna Rina musi iść. Na szczęście ma ich tylko 5 za to najgorsze jakie w ogóle istnieją: chemię, fizykę, biologię i 2 matematyki. Ja za to mogę w spokoju pojechać do miasta, aby kupić Orionowi obiecany prezent koloru czarnego. I trafiłam idealnie, akurat w sklepie był dzień rabatów, więc starczyło mi jeszcze na drugą parę ( dla Lumii ). Potem udałam się nieopodal do mojej ulubionej księgarni. Miałam cichą nadzieję, że zastanę tam Alexandra i nie myliłam się. Od kilku dni czekam na wspaniałą książkę dobrze znanej i bliskiej memu sercu pisarki R. Mead, dlatego ze zniecierpliwieniem przeszukiwałam regały w znalezieniu tej jedynej. Nawet nie zauważyłam, że Alexandre bacznie mi się przygląda. Normalnie pewnie zrobiłabym z siebie idiotkę, gdybym tylko zobaczyła, że tak mnie obserwuje, lecz dzisiaj czuję się odmieniona. Podszedł do mnie i pocałował z całych sił.
- Od dawna chciałem to zrobić. - I odszedł.
Odnalazłam książkę i podeszłam do kasy, którą on obsługiwał. Po tym jak mnie skasował, wzięłam go za rękę i zataszczyłam pomiędzy najdalszymi regałami, aby mu coś wyznać.
- Chciałam ci powiedzieć, że chciałabym się z tobą związać. Od dawna podziwiam cię, a tym bardziej rozumiem każdy twój ruch i wypowiedziane słowo. Pamiętasz jak jako 16 latka przyjechałam tu i nikogo nie znałam. Wtedy byłeś pierwszą osobą z tego miasta, z którą normalnie rozmawiałam i to właśnie wtedy obiecałam sobie, że zostaniemy dobrymi znajomymi, ale od razu coś do ciebie poczułam, więc nawet nie próbowałam się zaprzyjaźnić, bo to sprawiłoby, że jeszcze bardziej bym cię pragnęła. Wiem to brzmi śmiesznie.
- Ależ nie, kiedy wtedy ci pomogłem, nie byłaś taka jak reszta dziewczyn. Uznałem, że skoro jesteś śliczna i tym bardziej mądra, no i przede wszystkim rozmawiałaś najnormalniej w świecie ze mną ( a raczej panie z Londynu nie są przyjacielskie ), nie mogłabyś być stąd. Nie myliłem się, i od tamtego czasu myślę o tobie każdej nocy. O tej pięknej dziewczynie. Nigdy nie odważyłbym się gdyby nie to, że mój kumpel Tobias założył się ze mną.
- Jejku ...... przystojny, mądry, kochający i do tego romantyczny, chyba lepiej nie mogłam trafić. - I tym razem ja go pocałowałam. Najczulej i najdelikatniej jak potrafiłam. - Czekaj ??? Ty kumplujesz się z Tobiasem ??
- No tak, od dzieciństwa mieszkamy obok siebie, co prawda w szkole razem się nie pokazujemy, bo od kiedy stał się popularny, zaczęli go zauważać ważne osobistości i wpływowe osoby, dlatego dla jego reputacji nie pokazujemy się razem, ale codziennie zawozi mnie do szkoły i wysadza w tym samym miejscu. Jesteśmy też sąsiadami.
I akurat teraz musiała zadzwonić mi komórka. No tak, to ze stajni. Z Orionem coraz lepiej, od kiedy była ta straszna burza. Czemu mnie wtedy tam nie było ?!!!? Może by się tak nie bał i nie okaleczył. To nie jest co prawda, aż tak poważna rana, ale nieleczona mogłaby doprowadzić do stałego uszkodzenia nogi lub co gorsza zakażenia krwi. Dzięki bogu, był tam stajenny i widział co się działo, lecz on nie miał tyle odwagi, aby wejść do niego, gdyż przestraszył się tego co wyprawiał w boksie. Ze mną to co innego. Wiele lat budowaliśmy z Orionem wzajemne zaufanie, aż w końcu mogłam z nim robić co tylko chciałam, a on ze mną, w pewnym sensie. Koniec, on jest dla mnie jak część mnie, muszę tam jechać.
- O której jest autobus do Horse Iland ??
- Stąd, za jakieś 6 minut.
- To ja lecę, papa. - I cmoknęłam go w usta.
Ledwo zdążyłam. Nie mogłam spokojnie usadowić się na miejscu, potrzebowałam ruchu. Tak się boje o mojego towarzysza, że ciągle o nim myślę. Dojechałam. Wleciałam do stajni jak szalona. W boksie go nie było. Napisana była karteczka specjalnie zaadresowana do mnie: ,, Orion jest u weterynarza w Horse Town, przyjedź. " Idę, ale i tak w połowie puściłam się biegiem. Z Horse Iland do Horse Town jest 5 minut marszu, a weterynarz 7 minut. Tak więc dobiegłam, cała zdyszana i mokra od potu. Pewnie będę chora, bo jest dość wilgotny wiatr. Orion stał na 4 nogach, ale widać było, że jedną odciąża, to była ta uszkodzona. Bał się, widziałam po jego oczach.
- Spokojnie Orion. - Nastawił uszy na dźwięk mojego głosu. - Jestem tu, nie opuszczę cię. - I przytuliłam się do jego cieplutkiego pyszczka.
Pierwsze o czym pomyślałam to to, że jutro mamy wolne lekcje ( we wtorki mamy tylko geografie z panem Weepley'em, dwie godziny angielskiego, jedną plastykę i muzykę ), więc mam nadzieję, że mama zgodzi się, abym tu została. Nie myliłam się. Jest zbyt zajęta, żeby być normalną mamą. Po południu prawie odetchnęłam z ulgą. Koń wesoło tupał przednią nogą ( zawsze prosi mnie tak o marchewkę lub jedzenie ). W podskokach napełniłam mu żłób wszystkim co najlepsze: jabłkami, marchewkami, zbożem i 2 kostkami cukru. Po obiedzie normalnie stał na wszystkich nogach. Ze szczęścia zadzwoniłam do Riny.
- Halo, Becca.
- Proszę przyjedź do weterynarza. Szybko.
- Co się stało ? Właśnie idę na jazdę.
- To nie może zwlekać, muszę z tobą pogadać no i Orion wyzdrowiał. - Ulga Riny dała się poczuć po mojej stronie.
- Jezu to cudownie, a już się bałam. Poproszę panią o teren, jest dzisiaj piękna pogoda ( dla jeźdźców pogoda, gdzie nie jest zbyt słonecznie i gorąco oraz zbyt deszczowo i zimno, jest idealna ), pewnie się zgodzi. Poczekaj 10 minut.
Po ustalonym czasie w bramie stanęła Rina z Lumią i pani Isabel ( trenerka ) ze Steel. Nie patrząc na to czy właściwie się zachowałam, uściskałam przyjaciółkę.
- Nic mu nie jest. Weterynarz mówi, że wystarczy mu tydzień, aby rana się zabliźniła i nic nie będzie widać. Tylko codziennie muszę ją smarować maścią na opuchliznę. A już za 9 dni mogę na niego wsiąść na stęp i kłus.
- Jejku, to chyba dobrze, że nic nie jest. Zawsze tworzyliśmy piękne duety.
- Tak więc druga sprawa.
W czasie kiedy ona ściągała siodło, aby wypuścić konie na pobliskiej łączce, ja opowiedziałam o zdarzeniu w księgarni.
- Ach no i prawie bym zapomniała. Wiesz, że Alexander powiedział mi, że Tobias to nie tylko jego sąsiad, ale także i najlepszy kumpel. Największym zaskoczeniem dla mnie było to, że Tobias podwozi Alexandra codziennie do szkoły.
- A pro po samochodu Tobiasa, to jeździ on tym czarnym mustangiem. Nie martw się zrobię dla ciebie zdjęcie.
- Nie wierze !!! A się zastanawiałam czyj jest ten piękny samochód. - Byłam tak ogromnie podekscytowana, że prawie skakałam na rękach.
- No to chyba ten dzień można zaliczyć do udanych hmm........ ? Nie miałaś lekcji, kupiłaś ochraniacze, Orion wyzdrowiał, Alexander został twoim chłopakiem , w końcu wiesz czyj jest mustang, na dodatek Tobiasa, który jest przyjacielem twojego chłopaka, no i nareszcie pogadałyśmy. Tak się cieszę, chyba opiszę to w pamiętniku.
- Hahaha, błąd. Jeszcze jak wrócę mam pokój do sprzątnięcia, ale to jest cena za to, co się dzisiaj wydarzyło, więc to żadna cena.
Ten piękny dzień nie miał końca. Rina zadzwoniła do Tobiasa, aby odwiózł nas do domów. Jezu nie mogę uwierzyć siedzę w najprawdziwszym mustangu. Muszę ochłonąć.
....................

