poniedziałek, 27 stycznia 2014
Glosujcie prosze na bloga.!
Skoro juz tu jestes zostaw glos.
Za kazde oddane glosy jestesmy wdzieczne.
Dlatego prosze o jeden malitki kliczek.
Odpowiadajcie szczerze.!
/Mavis ;)
środa, 22 stycznia 2014
Od Rebecce
- Jezu kochany, tornado tędy przeszło !??
- Nie tornado tylko Charlie, chyba ją poniosło. Fakt pozwoliłam jej się tu bawić, ale tylko wtedy, kiedy będzie posprzątane.
- Nie wierzę. Charlott, migiem przyjdź tu do mnie. Natychmiast!!!!!! - Jej głos rozległ się po całym domu. Prawdopodobnie nawet moi sąsiedzi ją słyszeli.
- Yyyyy........tak ?? Co jest ?
- Posprzątaj to migiem. !
- A jak nie to co ??!?!?!
- Może kupisz swojej siostrze w zamian ładne ochraniacze, ostatnio narzekała, że nie ma i ciągle musi stajenne brać.
- Ale mam... .
- Nie ma mamo, masz kieszonkowe. Raz zrób siostrze należyty prezent.
Odeszła i zaraz od razu dała mi pieniądze na moje wymarzone ochraniacze. Jejku tak długo czekałam na ten dzień, kiedy pojadę do sklepu po nie. Akurat naszej klasie odwołali dzisiaj lekcje, ale biedna Rina musi iść. Na szczęście ma ich tylko 5 za to najgorsze jakie w ogóle istnieją: chemię, fizykę, biologię i 2 matematyki. Ja za to mogę w spokoju pojechać do miasta, aby kupić Orionowi obiecany prezent koloru czarnego. I trafiłam idealnie, akurat w sklepie był dzień rabatów, więc starczyło mi jeszcze na drugą parę ( dla Lumii ). Potem udałam się nieopodal do mojej ulubionej księgarni. Miałam cichą nadzieję, że zastanę tam Alexandra i nie myliłam się. Od kilku dni czekam na wspaniałą książkę dobrze znanej i bliskiej memu sercu pisarki R. Mead, dlatego ze zniecierpliwieniem przeszukiwałam regały w znalezieniu tej jedynej. Nawet nie zauważyłam, że Alexandre bacznie mi się przygląda. Normalnie pewnie zrobiłabym z siebie idiotkę, gdybym tylko zobaczyła, że tak mnie obserwuje, lecz dzisiaj czuję się odmieniona. Podszedł do mnie i pocałował z całych sił.
- Od dawna chciałem to zrobić. - I odszedł.
Odnalazłam książkę i podeszłam do kasy, którą on obsługiwał. Po tym jak mnie skasował, wzięłam go za rękę i zataszczyłam pomiędzy najdalszymi regałami, aby mu coś wyznać.
- Chciałam ci powiedzieć, że chciałabym się z tobą związać. Od dawna podziwiam cię, a tym bardziej rozumiem każdy twój ruch i wypowiedziane słowo. Pamiętasz jak jako 16 latka przyjechałam tu i nikogo nie znałam. Wtedy byłeś pierwszą osobą z tego miasta, z którą normalnie rozmawiałam i to właśnie wtedy obiecałam sobie, że zostaniemy dobrymi znajomymi, ale od razu coś do ciebie poczułam, więc nawet nie próbowałam się zaprzyjaźnić, bo to sprawiłoby, że jeszcze bardziej bym cię pragnęła. Wiem to brzmi śmiesznie.
- Ależ nie, kiedy wtedy ci pomogłem, nie byłaś taka jak reszta dziewczyn. Uznałem, że skoro jesteś śliczna i tym bardziej mądra, no i przede wszystkim rozmawiałaś najnormalniej w świecie ze mną ( a raczej panie z Londynu nie są przyjacielskie ), nie mogłabyś być stąd. Nie myliłem się, i od tamtego czasu myślę o tobie każdej nocy. O tej pięknej dziewczynie. Nigdy nie odważyłbym się gdyby nie to, że mój kumpel Tobias założył się ze mną.
- Jejku ...... przystojny, mądry, kochający i do tego romantyczny, chyba lepiej nie mogłam trafić. - I tym razem ja go pocałowałam. Najczulej i najdelikatniej jak potrafiłam. - Czekaj ??? Ty kumplujesz się z Tobiasem ??
- No tak, od dzieciństwa mieszkamy obok siebie, co prawda w szkole razem się nie pokazujemy, bo od kiedy stał się popularny, zaczęli go zauważać ważne osobistości i wpływowe osoby, dlatego dla jego reputacji nie pokazujemy się razem, ale codziennie zawozi mnie do szkoły i wysadza w tym samym miejscu. Jesteśmy też sąsiadami.
I akurat teraz musiała zadzwonić mi komórka. No tak, to ze stajni. Z Orionem coraz lepiej, od kiedy była ta straszna burza. Czemu mnie wtedy tam nie było ?!!!? Może by się tak nie bał i nie okaleczył. To nie jest co prawda, aż tak poważna rana, ale nieleczona mogłaby doprowadzić do stałego uszkodzenia nogi lub co gorsza zakażenia krwi. Dzięki bogu, był tam stajenny i widział co się działo, lecz on nie miał tyle odwagi, aby wejść do niego, gdyż przestraszył się tego co wyprawiał w boksie. Ze mną to co innego. Wiele lat budowaliśmy z Orionem wzajemne zaufanie, aż w końcu mogłam z nim robić co tylko chciałam, a on ze mną, w pewnym sensie. Koniec, on jest dla mnie jak część mnie, muszę tam jechać.
- O której jest autobus do Horse Iland ??
- Stąd, za jakieś 6 minut.
- To ja lecę, papa. - I cmoknęłam go w usta.
Ledwo zdążyłam. Nie mogłam spokojnie usadowić się na miejscu, potrzebowałam ruchu. Tak się boje o mojego towarzysza, że ciągle o nim myślę. Dojechałam. Wleciałam do stajni jak szalona. W boksie go nie było. Napisana była karteczka specjalnie zaadresowana do mnie: ,, Orion jest u weterynarza w Horse Town, przyjedź. " Idę, ale i tak w połowie puściłam się biegiem. Z Horse Iland do Horse Town jest 5 minut marszu, a weterynarz 7 minut. Tak więc dobiegłam, cała zdyszana i mokra od potu. Pewnie będę chora, bo jest dość wilgotny wiatr. Orion stał na 4 nogach, ale widać było, że jedną odciąża, to była ta uszkodzona. Bał się, widziałam po jego oczach.
- Spokojnie Orion. - Nastawił uszy na dźwięk mojego głosu. - Jestem tu, nie opuszczę cię. - I przytuliłam się do jego cieplutkiego pyszczka.
Pierwsze o czym pomyślałam to to, że jutro mamy wolne lekcje ( we wtorki mamy tylko geografie z panem Weepley'em, dwie godziny angielskiego, jedną plastykę i muzykę ), więc mam nadzieję, że mama zgodzi się, abym tu została. Nie myliłam się. Jest zbyt zajęta, żeby być normalną mamą. Po południu prawie odetchnęłam z ulgą. Koń wesoło tupał przednią nogą ( zawsze prosi mnie tak o marchewkę lub jedzenie ). W podskokach napełniłam mu żłób wszystkim co najlepsze: jabłkami, marchewkami, zbożem i 2 kostkami cukru. Po obiedzie normalnie stał na wszystkich nogach. Ze szczęścia zadzwoniłam do Riny.
- Halo, Becca.
- Proszę przyjedź do weterynarza. Szybko.
- Co się stało ? Właśnie idę na jazdę.
- To nie może zwlekać, muszę z tobą pogadać no i Orion wyzdrowiał. - Ulga Riny dała się poczuć po mojej stronie.
- Jezu to cudownie, a już się bałam. Poproszę panią o teren, jest dzisiaj piękna pogoda ( dla jeźdźców pogoda, gdzie nie jest zbyt słonecznie i gorąco oraz zbyt deszczowo i zimno, jest idealna ), pewnie się zgodzi. Poczekaj 10 minut.
Po ustalonym czasie w bramie stanęła Rina z Lumią i pani Isabel ( trenerka ) ze Steel. Nie patrząc na to czy właściwie się zachowałam, uściskałam przyjaciółkę.
- Nic mu nie jest. Weterynarz mówi, że wystarczy mu tydzień, aby rana się zabliźniła i nic nie będzie widać. Tylko codziennie muszę ją smarować maścią na opuchliznę. A już za 9 dni mogę na niego wsiąść na stęp i kłus.
- Jejku, to chyba dobrze, że nic nie jest. Zawsze tworzyliśmy piękne duety.
- Tak więc druga sprawa.
W czasie kiedy ona ściągała siodło, aby wypuścić konie na pobliskiej łączce, ja opowiedziałam o zdarzeniu w księgarni.
- Ach no i prawie bym zapomniała. Wiesz, że Alexander powiedział mi, że Tobias to nie tylko jego sąsiad, ale także i najlepszy kumpel. Największym zaskoczeniem dla mnie było to, że Tobias podwozi Alexandra codziennie do szkoły.
- A pro po samochodu Tobiasa, to jeździ on tym czarnym mustangiem. Nie martw się zrobię dla ciebie zdjęcie.
- Nie wierze !!! A się zastanawiałam czyj jest ten piękny samochód. - Byłam tak ogromnie podekscytowana, że prawie skakałam na rękach.
- No to chyba ten dzień można zaliczyć do udanych hmm........ ? Nie miałaś lekcji, kupiłaś ochraniacze, Orion wyzdrowiał, Alexander został twoim chłopakiem , w końcu wiesz czyj jest mustang, na dodatek Tobiasa, który jest przyjacielem twojego chłopaka, no i nareszcie pogadałyśmy. Tak się cieszę, chyba opiszę to w pamiętniku.
- Hahaha, błąd. Jeszcze jak wrócę mam pokój do sprzątnięcia, ale to jest cena za to, co się dzisiaj wydarzyło, więc to żadna cena.
Ten piękny dzień nie miał końca. Rina zadzwoniła do Tobiasa, aby odwiózł nas do domów. Jezu nie mogę uwierzyć siedzę w najprawdziwszym mustangu. Muszę ochłonąć.
....................
Od Mavis
Rozpoczal sie nowy dzien,wtorek.
Dylan spytal czy z nim bede, zgodzilam sie bez zastanowiena.
Obawialam sie konsekwencjii mojej decyzji. Ubralam sie i zeszlam na dol aby zjesc sniadanie.
Zjadlam chleb z serem i szynka, do picia byl tylko sok z jablek wypilam go i umylam szklanke.
Poszlam na autobus tym razem sie nie spoznilam. Gdy dojechalismy do szkoly wyszlam z autobusu i udalam sie do szkolnej szafki
przebrac buty i zostawic kurtke. Pierwsza mialam Geografie wiec poszlam jak najszybcjiej do klasy. Weeplay'a jeszcze nie bylo,
zajelam miejsce z tylu klasy , bylam malo towarzyska wiec zbytnio nie znalam tych ludzi. Obok mojej lawki siedzialy dwie ladne dziewczyny z tego
co wiem to jedna ma na imie Rebecca a druga chyba Katherina. Jedyna osoba ktora znam najlepiej to byl Dylan. Z nim praktycznie spedzalam przerwy ale nie zawsze zazwyczaj siedzialam sama w kacie biblioteki i pisalam z kolezanka z Californii-Patricia. Dawno sie nie widzialysmy, jestesm tak daleko od siebie
chciala bym ja zobaczyc ale to nie mozliwe.;//
Dzwonek na lekcje Weeplay wszedla do klasy, nawet dzien dobry nie powiedzial wiec nie ma humoru. Siedzialam patrzac w podrecznik, Dylana mialo nie byc przez tydzien w szkole powiedzial ze musi wyjechac do ciotki.
Szkoda bede siedziec sama w bibliotece przez okragly tydzien.
Podeszla do mnie jakas brunetka, podala mi reke.
-Hej, jestem Becca, a ty jak masz na imie.?~ spojrzala na moj identyfikator.
-Mavis. Mozesz mi mowic Mav.
-Rina podejdz~Dziewczyna z ombre podeszla.
-Hej jestes Mavis, ta dziewczyna z Californii.?
-Yyy.Tak.
-Ohh to cudownie ja mieszkalam w Aspen.
-Aham to pewnie nie dalego Cansas.?
-Nie...To blisko Santa Monika gluptasku.
Nie bardzo mi sie podobalo jak do mnie mowi, jestem ciekawa co by zrobila gdybym jej powiedziala co o niej mysle.
Dwie przyjaciolki spojrzaly na mnie i sie usmiechnely.
-Do zobaczenia.!~ powiedzialy chorem.
Boze udreka, nie chodzilo o to ze ich nie lubie tylko o to ze jestem typem samotnika lubie byc sama z Alexe'm i Dylenem.
Jak nie jezdze na stadnine to przesiaduje reszte dnia w pokoju i siedze na komputerze . Wczoraj napisal do mnie
Dylan i mowil ze jeszcze kilka dni i bedzie w domu, wtedy gdzies pojdziemy i wgl.
Chciala bym zeby juz przyjechal bo godziny w szkole, samotnej mijaly mi strasznie szybko bo w tej chwili konczyla sie ostatnia lekcja.
Nie wiarygodne ze czas tak szybko leci. Popatrzylam na zegarek 15:30, za 5 minut konczy sie lekcja, schowalam identyfikator i cwiczenia.
(Zadzwonil dzwonek) poszlam do szafki i przebralam buty oraz ubralam kurtke i czapke z napisem ("Yolo").
Poszlam czekac na autobus, czekalam jakies 15 minut a autobus sie nie zjawil wiec zadzwonilam po tate zeby po mnie przyjechal.
Gdy ojciec juz podjechal wsiadlam do wozu i odjechalismy po drodze spytal jak bylo w szkole, czy dostalam jakies oceny i czy bylam grzeczna.
Z tym grzeczna pewnie zartowal, przeciez wiedzial ze nie mam tu kolegow i kolezanek.
Dojechalismy po okolo 20 minutach bo jeszcze wtapilismy do Bessy po jakies jedzenie na wynos ktore tata zamowil jak jechalismy.
Weszlismy do kuchni i rozlozylismy jedzenie byly tam rozne przysmaki m.in. curry z kurczaka i nawet saladka z kurczakiem, ananasem i makaronem z
zupki blyskawicznej.
Wyciagnelam dwa talerze i wzielismy sie do jedzenia tata zjadl prawie cale curry i mi zostaly tylko dwie lyzki, za to ja zjadlam duzoo tej saladki i
male paczuszki z kremem czekoladowym w srodku, to byl moj ulubiony posilek.
-Ide do gory odrabiac lekcje, chcesz cos do picia.?
-Tak, a jest jeszcze Sprite.?~spytal.
-Zaraz zobacze i ci powiem.~weszlam do schowka iszukalam Sprita, znalazlam, ostatnia butelka .-Jest chcesz cala butelke.~krzyknelam w nadzieji ze mnie uslyszy.
-Tak i jak mozesz przynies tez dziadkowi dodatkowa szklanke.!
-Ok.
Przynioslam tacie napoj i przywitalam sie z dziadkiem. Jak obiecalam poszlam odrabiac lekcje, nie bylo duzo zadane tylko dwa zadania z maatematyki i 4 z fizyki oraz chemii. Odrobilam to szybko wiec teraz moglam usiasc i popisac z Dylanem.
Pisalismy o bzdetach, jak tam u cioci, co robisz i takie tam. Zostalo jeszcze piec dni az przyjedzie do Dapple Lake.
......
(...) Ciag Dalszy Nastapi....
wtorek, 21 stycznia 2014
Od Dylana
-To jedziemy~spytalem.
-No~i ruszyla galopem.
Okazalo sie ze Alex jest szybkim koniem,ale Malibu nie lubil przegrywac i w krotkim czasie go dogonil.
-Hmm..
-Cos nie tak.~spytala z niepokojem.
-Yyy..Tak okej.
-Ale co okej bo teraz juz sie pogubilam.
-Ze tak, wporzadku.
Zwolnilismy do klusu gdy, wjezdzalismy do lasu.
-tTNo to co chciales mi powiedziec.~spytala.
-No bo.. yy.. no.. wiesz...
-Nie wiem dlatego pytam.?!-poziedziala z poirytowaniem.
-No wiec... no bo ja... w tobie.. yyyy...sie...
-Sie.?~zapytala rozpromieniajac sie.
-W tobie sie zakochalem,odkad cie pierwszy raz zauwazylem.!!!
Nie odpowiedziala tylko podjechala blizej i zlapala mnie za reke.
-No, ja w tobie tez.~Dotknela reka mojej twarzy i pocalowala.
Czulem sie jak w niebie.Odsunela sie i rzekla.
-Troche nam to zajelo powinnismy juz wracac zanim dojedziemy zacznie sie sciemniac.
Ruszylismy powoli ale Malibu byl uparty i caly czas przyspieszal wiec zaczelismy klusowac i wkoncu galopowac oddalilismy sie od siebie zeby nie zrobic
krzywdy koniom. Dojechalismy.Miala racje zaczelo sie ciemniac.
Zeskoczylem z grzbietu konia i pomoglem jej zejsc. Pocalowala mnie jeszcze raz i odeszla razem z koniem.
Zlapalem za lejce i udalem sie do jego boksu rozsiodlalem go i poszedlem odniesc siodlo i przy okazji po kopystke,zgrzeblo i szczotke.
Zanioslem siodla i ruszylem w strone wierzchowca. Byl spokojny wiec go nie przywiazalem. Wyczesalem mu grzywe z paprochow i lisci, schlodzilem troche smatke i przejechalem po siersci zeby go ochlodzic. Na koncu tylko przeczesalem grzbiet i moglem odniesc przybory.
Wyjalem kostke cukru i podlozylem koniu pod pysk, zjadl ze smakiem i chcial jeszcze nie mialem juz druga kostka byla dla Alex'a ale, ten uparciuch ja wyszperal z mojej kieszeni i wciagnal. Poszedlem pod boks Alexs'a ale nie zastalem tam Mav, rozejrzalem sie a ona juz przebrana w codzienne ciuchy wyszla z siodlarni.
-To co odwiezc cie.?
-Ehh.. Przed chwila dzwonilam do taty ze moze juz po mnie podjechac.
-Szkoda to moze jutro w szkole pogadamy.?
-No pewnie .
-Do zobaczenia.~Wyszedlem ze stajni i ruszylem w strone wozu.
Wsiadlem i pojechalem do domu. Przygotowalem sie na jutro do szkoly i poszlem spac.
Od Katherine
Nie wytrzymałam. Podeszłam do pani, pod pretekstem bólu brzucha i wyszłam z sali. Jak zwykle wysłała mnie do pielęgniarki. Mam szczęście, że jest nią Cassandra, moja przyszywana ciocia, najlepsza przyjaciółka mojej mamy (przyjechała razem ze mną do Londynu na jej prośbę, lecz z nami nie mieszka). Nie było problemu, tylko do niej zajrzałam, aby jej wyjaśnić całą sytuacje i bez wahania wypisała mi zwolnienie. Oczywiście wszystko musiałam wyjaśnić mamie, więc zadzwoniłam do niej. Ku memu zdziwieniu nawet nie była zła, wręcz przeciwnie. Oszczędzając mi pytania, powiedziała, że zawsze miałam 100% frekfencji, więc ten pierwszy raz nic nie robi, tym bardziej , że wie o tym wszystkim. Ale co ja mam robić ? Nie będę siedzieć sama w domu. Och .. pojadę do Lumii, do mojej kochanej kobyłki. Dawno u niej nie byłam, od kiedy jestem w 1 klasie liceum, tym bardziej, że na mat-fizie. Ale teraz kolejne pytanie, kto mnie zawiezie?? Zadzwonię do Matta.
Odebrał dopiero po trzecim sygnale.
- Halo, Rina ?? Czemu do mnie dzwonisz ?! - Powiedział to tak jakbym obudziła go ze środka zimowego snu.
- Mój najukochańszy, najwspanialszy, cudowny braciszku.
- Oj nie podlizuj się tylko gadaj czego chcesz ??
- Chciałabym pojechać do Lumii, zawieź mnie okej.
- Och dawno u niej nie byłaś, okej, będę za 10 minut. A tak w ogóle, dlaczego tak wcześnie dzwonisz ?? Jeszcze nigdy tak szybko nie kończyłaś lekcji.
- Po prostu uciekłam z 2 matematyk. Cassandra dała mi zwolnienie, a mama wszystko wie. A ty skąd wiedziałeś ? - Po tych słowach tak jakby dostrzegłam sygnał aprobaty i uwielbienia w jego głosie.
- Widzisz, siostrzyczko. Tak bardzo się od siebie nie różnimy.
- Dobra koniec tej pogadanki. Pospiesz się. Zimno mi. - Rozłączyłam się.
Jak na mrugnięcie oka, nieopodal pojawił się czarny mustang. To Tobias. Czemu się zatrzymał ?
- Hej, podrzucić cię gdzieś ??
- Yyyyy......... jasne, poczekaj tylko napiszę do brata.
,,Spóźniłeś się klucho, jadę już z kolegą, będę czekać z obiadem o 16``.
Najpierw popatrzałam na czarnego mustanga, jest zadbany, ładny, ale według mnie za mały. Za to Becca na pewno ucieszyła by się na widok tego samochodu. Już od dziecka lubiła nie tylko zwykłe konie, ale też i te mechaniczne. Tobias jest taki uroczy, otworzył mi drzwi przed wejściem i przez przypadek (specjalnie) musnął palcem moją rękę. Pewnie chciał mnie sprawdzić. Innym dziewczynom, jak tylko na nie patrzy lub tym bardziej dotknie, miękną kolana, wtedy on czuje się jak lew po udanym polowaniu. Ja jednak stałam niewzruszona, choć muszę przyznać, że to miłe uczucie. Zdałam egzamin, teraz będę dla niego wyzwaniem.
Pojechaliśmy pierw do mojego domu, tam spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy, a następnie prosto do stajni. Od razu poczułam się wolna, jak za czasów, kiedy w wakacje można mnie było zobaczyć tu codziennie. Lumia biegała sobie po łące razem ze Steel. Kiedy mnie ujrzała, podbiegła do płotu, aby mnie przywitać rżeniem, dokładnie tak samo jak ostatnim razem. Boże jak ja lubię smak jej oddechu, z nią czuję się jakbym już posiadała wszystko. Wyciągnęłam z torby uwiaz i zaprowadziłam ją do stanowiska do czyszczenia koni. Któregoś razu razem ustaliliśmy, że nie będziemy obczyszczać koni w ich boksach. Usunęłam brud, zaklejki i kurz. Wyczyściłam jej kopyta. Zwilżyłam gąbkę i umyłam jej okolice chrap i oczu, a drugą gąbką okolice zadu. Dokładnie przeczesałam palcami ogon, wyciągnęłam siano oraz grzebieniem wyczesałam grzywę i zaplotłam boczny warkocz. Szczotką zmiotłam ziemię z kopyt, aby potem je natłuścić. Na sam koniec przejechałam szmatką po jej sierści, aby otrzymać zaplanowany efekt. Wprowadziłam ją do boksu, gdzie umyłam poidło i żłób, oraz dałam jej marchewkę. Nagle się spłoszyła, co jest dziwne, bo nigdy tego nie zrobiła w moim towarzystwie. Odruchowo sama też odskoczyłam, zanim ujrzałam, że to Tobias.
- Nie wiesz, że nie wolno skradać się do koni ?!?! - Bluzgnęłam mu w twarz.
- Ja przepraszam, nie wiedziałem. Bardzo ładnie tutaj, mimo iż ten ośrodek jest taki wielki panuje tu cisza i spokój.
- Ponieważ jeżdżą tu tylko ludzie umiejętni. - Starałam się aby mój ton był łagodniejszy.
- Dobra, nie musisz mi wypominać tego. Tylko nie tłumacz się, nie lubię tego. Po prostu to pierwsze moje tak bliskie spotkanie z tymi zwierzętami. Mam prośbę, nauczysz mnie jak się z nimi obchodzić?? - Moja mina ( zaskoczona, podekscytowana, rozpromieniona ) mówiła sama za siebie. Ale jak taki chłopak miałby chcieć dowiedzieć się czegoś więcej o mojej pasji ?? Czy to z mojego powodu ??
- Jasne, tylko nie teraz, mam mało czasu. Dopiero po jeździe okej.
- Okej. Dzięki.
- Patrz teraz uważnie co robię, potem pokażę ci to jeszcze raz na spokojnie.
W 4 minuty osiodłałam i okiełznałam Lumię, nie zapominając o granatowych owijkach, ponieważ dzisiaj mam ujeżdżenie.
Już miałam wychodzić ze stajni, kiedy zadzwonił do mnie telefon. To Rebbeca.
- Halo, Beca.
- Proszę przyjedź do weterynarza. Szybko.
(...)
niedziela, 19 stycznia 2014
Od Mavis
Ubralam sie w miare szybko, zjadlam bulke i pobieglam na autobus.
Spoznilam sie i musialam zadzwonic do taty przyjechal jak najszybciej.
Dojechalismy na miejsce bieglam na drugie pietro przebralam sie i poszlam szybkim krokiem do klasy numer 25.
-Dzien dobry.! przepraszam za spoznienie.
Nauczycielka zmierzyla mnie.
-Dzien dobry.Siadaj.!-poweidziala nie chetnie.
Usiadlam w ostatniej lawce rozpakowalam sie i zaczelam rysowac cos po kartce z zeszytu od historii, dopiero jak zadzwonil dzwonek spostrzeglam to co napisalam-DYLAN.
Zamnkelam zeszyt i wyszlam z klasy.
Lekcje mijaly nie ublagalnie a ja zastanawialam sie czy matka napewno po mnie przyjedzie. Zapewne zadzwoni ze cos jej wypadlo, zawsze tak robi nigdy nie ma dla mnie czasu.
Nim sie spostrzeglam byla ostatnia lekcja-Plastyka.
Wyluzowalam i skupilam sie na lekcji.
Zadzwonil dzwonek swiadczacy o koncu lekcji.
Poszlam do szawki przebralam i uslyszalam dzwiek mojego telefonu.
~Pewnie mama"Kochanie nie moge po ciebie dzis przyjechac"~pomyslalam.
Wyszlam ze szkoly i sprawdzilam sms-a .
Duzo sie nie mylilam wyslala-"Nie moge po ciebie przyjechac, wybacz mam klienta".
Pobieglam na autobus.
Do domu jechalam okolo 15 minut.
Wyciagnelam kluczyk z kieszeni i przekrecilam, zdziwilam sie bo drzwi okazaly sie byc otwarte.Weszlam, zastalam tate z Dziadkiem przy stole w kuchni.
-Czesc, dziadku.!~podeszlam i przywitalam sie.
-Witaj, ksiezniczko.~dziadek zawsze mnie tak nazywal.
Teraz podeszlam do taty i dalam mu buziaka w policzek.
-Tatus podwieziesz mnie na stadnine.?
-O ktorej.?
-Jak zjem i sie przebiore, ok.?
-Dobrze, pamietaj wziac torbe z telefonem i kurtke tez wloz.
-Dobrze.
Weszlam po schodach i udalam sie do pokoju.
Ubralam sie w czarne brydzesy, czarna koszulke z falbanka przy szyi i rzakiet.
Spakowalam torbe, wlozylam telefon do malej kieszonki i zeszlam do kuchni.
Zjadlam jogurt z platkami i wlozylam puszke Pepsi do torby.
W szufladzie znalazlam kostki cukru i 3 male marchewki.
-Juz mozemy jechac. Dziadku jedziesz z nami, prosze.~Zrobilam slodkie oczy.
-No pewnie, jak bym mogl to przegapic.~Usmiechnal sie i naciagnal plaszcz.
Poszlismy do samochodu.
Gdy juz wsiedlismy i zapielismy pasy ruszylismy.Dziadek z tata gadali o jakichs czesciach do samochodu a ja nalozylam sluchawki i wlaczylam muzyke puscilam~Nughty boy ft. Ella
Eyre-Think About It.
Do Horse Land od mojego domu jedzie sie okolo 30 godziny.
Nim sie spostrzeglam bylismy juz obok stadniny, sciagnelam sluchawki i wysiadajac powiedzialam.
-Dziekuje zadzwonie jak bede chciala wracac. Pa do zobaczenia,
Poszlam do szatni, polozylam torbe na lawce i sciagnelam katane.
Sprawdzilam ktora godzina i wlozylam torebke do szawki.
Ruszylam w storne stajni i spostrzeglam Dylana stal przy boksie swojego konia-Malibu.
Chcialam cicho przejsc tak zeby mnie nie zauwazyl, ale spadla mi kopystka obejrzal sie za siebie i zamarl, ja tez zamarlam.
-Czesc~powiedzialam i chcialam juz isc,ale chwycil mnie za reke.
-Czesc Vis, spieszysz sie gdzies.?
-Yhymm.. Do Alexa.
-A co jedziesz gdzies.?
-Owszem do Lake Follow.A co chcesz jechac ze mna.
-A moge.?
-A chcesz.?
-No chce.
-To sie szukuj za 20 minut wyruszamy.~Usmiechnal sie a ja poszlam.
Alex prychnal na mnie jak tylko mnie zobaczyl, poklepalam go po szyi i zaczelam czyscic kopyta jak zawsze, zanim pojade z nim gzies.
Rozmyslalam o nabazgranym przezemnie napisie w zeszycie.
Cos mnie zlapalo za ramiona,wzdrygnelam sie i powoli i ujrzalam Dylana, chyba byl juz gotowy.
-Szybko ci poszlo.
-Tja, czy jak tam dojedziemy bedziemy mogli pogadac.?
-A nie mozemy tutaj.?
-Nie.
-No dobra ale, teraz musisz wyjsc bo wyprowadzam Alex'a
-Ok bede z Malibu przed stajnia.
Wyprowadzilam Alex'a przywiazalam do metalowej kratki w boksie i poszlam po siodlo i uzde.
Zalozylam mu ja i ruszylam do wyjscia.
Tak jak mowil byl przed stajnia, pomogl mi wejsc na konia i sam dosiadl Malibu.
-To co jedziemy.?~powiedzial.
(...)
Dylan.?? dokonczysz.?
Administracja.!!
Mnie i Natalie.
Jesli mnie nie bedzie to prosze pisac do Rebecca'i (Natka1120 lub Natalia Szwarc)
Moj e-mail do oneta:
blog.sara@onet.pl
Jesli sa jakies pytania to smialo piszcie moj login do howrse
Lol1908
A tu jeszcze mojej przyjaciolki:
Sygma.
ZAPRASZAM .!!!
Mavis(Sara, Lol1908,blog.sara@onet.pl , duss1908@gmail.com)
Witamy Katherine.!!
Witamy Rebecce.!!
Rebecca Malarkey z Nailsworth.
Ma 17 lat.Dolaczyla do nas 19.01.2014r.
Powitajmy Becce i jej przedstawicielke.;))
sobota, 18 stycznia 2014
Witamy Dylana.!!
Dylan Kingstone z Brytyjskiego miasteczka-Golden Lake
Ma 17 lat.Dolaczyl do nas 18.01.2014 r. ;))
Powitajmy milo Dylana i jego przedstawiciela ;))
Zgloszenia.!!
piątek, 17 stycznia 2014
Hej.!!
Mavis Darkroom.
No wiec mam 16 lat pochodze z Californii.
Podoba mi sie Dylan Bendix 16 letni chlopak z Londynu gdzie aktualnie mieszkam ;)
Formularz zgloszeniowy i konie znajdziecie w odpowiednich zakladkach. ;))
To nie jest moj pierwszy blog ale prosze o wyrozumialosc.;))
