środa, 22 stycznia 2014

Od Rebecce

Z samego rana, jak zwykle, nie chciało mi się wstać. To chyba jakieś żarty, pomyślałam. Mój cały pokój był zasyfiony, tak jakby brudny. Prawdopodobnie moja kochana siostrzyczka Charlotte zrobiła sobie małą imprezkę, kiedy ja nocowałam u Lesli. Ochh. I kto to teraz posprząta. Nagle do pokoju weszła mama.
- Jezu kochany, tornado tędy przeszło !??
- Nie tornado tylko Charlie, chyba ją poniosło. Fakt pozwoliłam jej się tu bawić, ale tylko wtedy, kiedy będzie posprzątane.
- Nie wierzę. Charlott, migiem przyjdź tu do mnie. Natychmiast!!!!!! - Jej głos rozległ się po całym domu. Prawdopodobnie nawet moi sąsiedzi ją słyszeli.
­- Yyyyy........tak ?? Co jest ?
- Posprzątaj to migiem. !
- A jak nie to co ??!?!?!
- Może kupisz swojej siostrze w zamian ładne ochraniacze, ostatnio narzekała, że nie ma i ciągle musi stajenne brać.
- Ale mam... .
- Nie ma mamo, masz kieszonkowe. Raz zrób siostrze należyty prezent.
Odeszła i zaraz od razu dała mi pieniądze na moje wymarzone ochraniacze. Jejku tak długo czekałam na ten dzień, kiedy pojadę do sklepu po nie. Akurat naszej klasie odwołali dzisiaj lekcje, ale biedna Rina musi iść. Na szczęście ma ich tylko 5 za to najgorsze jakie w ogóle istnieją: chemię, fizykę, biologię i 2 matematyki. Ja za to mogę w spokoju pojechać do miasta, aby kupić Orionowi obiecany prezent koloru czarnego. I trafiłam idealnie, akurat w sklepie był dzień rabatów, więc starczyło mi jeszcze na drugą parę ( dla Lumii ).  Potem udałam się nieopodal do mojej ulubionej księgarni. Miałam cichą nadzieję, że zastanę tam Alexandra i nie myliłam się. Od kilku dni czekam na wspaniałą książkę dobrze znanej i bliskiej memu sercu pisarki R. Mead, dlatego ze zniecierpliwieniem przeszukiwałam regały w znalezieniu tej jedynej. Nawet nie zauważyłam, że Alexandre bacznie mi się przygląda. Normalnie pewnie zrobiłabym z siebie idiotkę, gdybym tylko zobaczyła, że tak mnie obserwuje, lecz dzisiaj czuję się odmieniona. Podszedł do mnie i pocałował z całych sił.
- Od dawna chciałem to zrobić. - I odszedł.
Odnalazłam książkę i podeszłam do kasy, którą on obsługiwał. Po tym jak mnie skasował, wzięłam go za rękę i zataszczyłam pomiędzy najdalszymi regałami, aby mu coś wyznać.
- Chciałam ci powiedzieć, że chciałabym się z tobą związać. Od dawna podziwiam cię, a tym bardziej rozumiem każdy twój ruch i wypowiedziane słowo. Pamiętasz jak jako 16 latka przyjechałam tu i nikogo nie znałam. Wtedy byłeś pierwszą osobą z tego miasta, z którą normalnie rozmawiałam i to właśnie wtedy obiecałam sobie, że zostaniemy dobrymi znajomymi, ale od razu coś do ciebie poczułam, więc nawet nie próbowałam się zaprzyjaźnić, bo to sprawiłoby, że jeszcze bardziej bym cię pragnęła. Wiem to brzmi śmiesznie.
- Ależ nie, kiedy wtedy ci pomogłem, nie byłaś taka jak reszta dziewczyn. Uznałem, że skoro jesteś śliczna i tym bardziej mądra, no i przede wszystkim rozmawiałaś najnormalniej w świecie ze mną ( a raczej panie z Londynu nie są przyjacielskie ), nie mogłabyś być stąd. Nie myliłem się, i od tamtego czasu myślę o tobie każdej nocy. O tej pięknej dziewczynie. Nigdy nie odważyłbym się gdyby nie to, że mój kumpel Tobias założył się ze mną.
- Jejku ...... przystojny, mądry, kochający i do tego romantyczny, chyba lepiej nie mogłam trafić. - I tym razem ja go pocałowałam. Najczulej i najdelikatniej jak potrafiłam. - Czekaj ??? Ty kumplujesz się z Tobiasem ??
- No tak, od dzieciństwa mieszkamy obok siebie, co prawda w szkole razem się nie pokazujemy, bo od kiedy stał się popularny, zaczęli go zauważać ważne osobistości i wpływowe osoby, dlatego dla jego reputacji nie pokazujemy się razem, ale codziennie zawozi mnie do szkoły i wysadza w tym samym miejscu. Jesteśmy też sąsiadami.
I akurat teraz musiała zadzwonić mi komórka. No tak, to ze stajni. Z Orionem coraz lepiej, od kiedy była ta straszna burza. Czemu mnie wtedy tam nie było ?!!!? Może by się tak nie bał i nie okaleczył. To nie jest co prawda, aż tak poważna rana, ale nieleczona mogłaby doprowadzić do stałego uszkodzenia nogi lub co gorsza zakażenia krwi. Dzięki bogu, był tam stajenny i widział co się działo, lecz on nie miał tyle odwagi, aby wejść do niego, gdyż przestraszył się tego co wyprawiał w boksie. Ze mną to co innego. Wiele lat budowaliśmy z Orionem wzajemne zaufanie, aż w końcu mogłam z nim robić co tylko chciałam, a on ze mną, w pewnym sensie. Koniec, on jest dla mnie jak część mnie, muszę tam jechać.
- O której jest autobus do Horse Iland ??
- Stąd, za jakieś 6 minut.
- To ja lecę, papa. - I cmoknęłam go w usta.
Ledwo zdążyłam. Nie mogłam spokojnie usadowić się na miejscu, potrzebowałam ruchu. Tak się boje o mojego towarzysza, że ciągle o nim myślę. Dojechałam. Wleciałam do stajni jak szalona. W boksie go nie było. Napisana była karteczka specjalnie zaadresowana do mnie: ,, Orion jest u weterynarza w Horse Town, przyjedź. " Idę, ale i tak w połowie puściłam się biegiem. Z Horse Iland do Horse Town jest 5 minut marszu, a weterynarz 7 minut. Tak więc dobiegłam, cała zdyszana i mokra od potu. Pewnie będę chora, bo jest dość wilgotny wiatr. Orion stał na 4 nogach, ale widać było, że jedną odciąża, to była ta uszkodzona. Bał się, widziałam po jego oczach.
- Spokojnie Orion. - Nastawił uszy na dźwięk mojego głosu. - Jestem tu, nie opuszczę cię. - I przytuliłam się do jego cieplutkiego pyszczka.
Pierwsze o czym pomyślałam to to, że jutro mamy wolne lekcje ( we wtorki mamy tylko geografie z panem Weepley'em, dwie godziny angielskiego, jedną plastykę i muzykę ), więc mam nadzieję, że mama zgodzi się, abym tu została. Nie myliłam się. Jest zbyt zajęta, żeby być normalną mamą. Po południu prawie odetchnęłam z ulgą. Koń wesoło tupał przednią nogą ( zawsze prosi mnie tak o marchewkę lub jedzenie ). W podskokach napełniłam mu żłób wszystkim co najlepsze: jabłkami, marchewkami, zbożem i 2 kostkami cukru. Po obiedzie normalnie stał na wszystkich nogach. Ze szczęścia zadzwoniłam do Riny.
- Halo, Becca.
- Proszę przyjedź do weterynarza. Szybko.
- Co się stało ? Właśnie idę na jazdę.
- To nie może zwlekać, muszę z tobą pogadać no i Orion wyzdrowiał. - Ulga Riny dała się poczuć po mojej stronie.
- Jezu to cudownie, a już się bałam. Poproszę panią o teren, jest dzisiaj piękna pogoda ( dla jeźdźców pogoda, gdzie nie jest zbyt słonecznie i gorąco oraz zbyt deszczowo i zimno, jest idealna ), pewnie się zgodzi. Poczekaj 10 minut.
Po ustalonym czasie w bramie stanęła Rina z Lumią i pani Isabel ( trenerka ) ze Steel.  Nie patrząc na to czy właściwie się zachowałam, uściskałam przyjaciółkę.
- Nic mu nie jest. Weterynarz mówi, że wystarczy mu tydzień, aby rana się zabliźniła i nic nie będzie widać. Tylko codziennie muszę ją smarować maścią na opuchliznę. A już za 9 dni mogę na niego wsiąść na stęp i kłus.
- Jejku, to chyba dobrze, że nic nie jest. Zawsze tworzyliśmy piękne duety.
- Tak więc druga sprawa.
W czasie kiedy ona ściągała siodło, aby wypuścić konie na pobliskiej łączce, ja opowiedziałam o zdarzeniu w księgarni.
- Ach no i prawie bym zapomniała. Wiesz, że Alexander powiedział mi, że Tobias to nie tylko jego sąsiad, ale także i najlepszy kumpel. Największym zaskoczeniem dla mnie było to, że Tobias podwozi Alexandra codziennie do szkoły.
- A pro po samochodu Tobiasa, to jeździ on tym czarnym mustangiem. Nie martw się zrobię dla ciebie zdjęcie.
- Nie wierze !!! A się zastanawiałam czyj jest ten piękny samochód. - Byłam tak ogromnie podekscytowana, że prawie skakałam na rękach.
- No to chyba ten dzień można zaliczyć do udanych hmm........ ? Nie miałaś lekcji, kupiłaś ochraniacze, Orion wyzdrowiał, Alexander został twoim chłopakiem , w końcu wiesz czyj jest mustang, na dodatek Tobiasa, który jest przyjacielem twojego chłopaka, no i nareszcie pogadałyśmy. Tak się cieszę, chyba opiszę to w pamiętniku.
- Hahaha, błąd. Jeszcze jak wrócę mam pokój do sprzątnięcia, ale to jest cena za to, co się dzisiaj wydarzyło, więc to żadna cena.
Ten piękny dzień nie miał końca. Rina zadzwoniła do Tobiasa, aby odwiózł nas do domów. Jezu nie mogę uwierzyć siedzę w najprawdziwszym mustangu. Muszę ochłonąć.
....................

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz