Byłam już w szpitalu. Przerażają mnie takie miejsca, tyle
się tu dzieje, tyle cierpień ludzi. Okropne. Pielęgniarka zrozumiała o co mi
chodziło i zaprowadziła mnie i Matta prosto do pokoju mamy. Czekał już tam na nas tata.
Bez słów podeszliśmy do siebie i rodzinnie się przytuliliśmy.
- Tak się cieszę, że tu jesteś. Z mamą już lepiej, ale po za
złamaniem ma liczne siniaki i obtłuczenia. Na szczęście jej stan jest stabilny.
Teraz śpi. – Powiedział do mnie szeptem.
Następnie podszedł do Matta i uścisnęli się jak prawdziwi
mężczyźni, niewidzący się przez pewien czas. To naprawdę wzruszające, ta miłość
syna do ojca i odwrotnie.
- Skarbie czy to ty ?
- Mamo leż, jestem tu. – Pocałowałam ją w czoło. – Wszystko dobrze.
- Czy naprawdę musiałam znaleźć się w szpitalu, abyś mnie
odwiedziła ?
- Ale jak to, przecież niedawno was odwiedzałam. A tak po za
tym, to co się stało ?
- Pijany kierowca zjechał na zły pas, ja chcąc uniknąć
zderzenia czołowego odbiłam gwałtownie w prawo i wjechałam prosto w drzewo, a
drzwi od samochodu tak się ugięły, że zmiażdżyły mi nogę. To tyle.
- I ty to mówisz tak spokojnie !! Mamo !! Ja zabiję tego
kogoś. – Matt mnie przytulił i uspokoił, szepcząc mi do ucha.
- Elliot, pytałam się pielęgniarki ile jeszcze tu zostanę i
wyszło, że jak wszystko pójdzie w dobrym kierunku, to za dwa dni będę w domu.
Tymczasem nie będę cię Katherino trzymać tutaj. Idź z Mattem na miasto, albo
jak wolisz sama.
- Ja nie..
- Idź, każę ci. Mam z resztą do pogadania z twoim tatą.
- Czemu wszyscy mi przerywają !! – Naburmuszyłam się. – Okej,
pójdę sama.
Szłam sobie, słuchając muzyki, dopóki nie zaczepiła mnie
grupka chłopaków z dziewczyną. Burknęła do mnie, że jestem niemodna. Pewnie
chciała mi ubliżyć, aby popisać się chłopakom. Odrzekłam:
- Hmm…. Powiadasz niemodna, cóż naprawdę to straszne ojjj. –
Mój głos brzmiar rozpaczliwie i sarkastycznie tak jak zamieżałam.
Dziewczyna się zarumieniła, a reszta towarzystwa zaczęła się
głośno śmiać. Jeden chłopak zaczepił mnie i pocałował w policzek, dodając, że
od zawsze chciał dopiec tej jędzy. To dziwne jak ludzie tutaj się zachowują.
Obcą osobę zaczepiają ubliżają, całują, cóż chyba oduczyłam się być amerykanką.
Od ponad 3 lat mieszkam w Londynie, a tam istnieją pewne granice. Tu są one
znacznie inne, jeśli ktoś chce zaznać wolności, z pewnością polecę mu Stany
Zjednoczone. Usiadłam w parku i postanowiłam
zadzwonić do Rebecce.
- Hej, co tam ? Kto teraz zajmuje się Lumią.
- O hej, stęskniłam się. A teraz właśnie jadę z Alexandrem
do Tobiasa razem we trójkę idziemy na spacer. Mam zamiar pokazać im nasze
ulubione miejsce w lesie, dawno tam nie byłyśmy, jak wrócisz musimy się tam
wybrać, a na potem zaplanowany mam wyjazd z nimi do stajni. Tobias mi się
chwalił, że uczyłaś go siodłania i kiełznania, sprawdzę go. Skorzystam również
z okazji i poproszę panią Isabel, aby miał dzisiaj pierwszą jazdę na Steel, a
jeśli ty si nie obrazisz, wzięłabym Lumię.
- Oh to dobrze. Nie mam zarzutów, w końcu ktoś musi na niej
pojeździć, a że mnie nie ma to oczywiście.
- A jak tam ??
- No już zdążyłam poznać gościnność amerykanów. Jakaś jędza
zaczęła mi ubliżać, hahaha potem oczywiście jak to ja, zgasiłam ją. Hahahahaha,
no i jakiś koleś mnie pocałował za te słowa w policzek. Nie rozumiem tych ich
zagrywek, Jestem amerykanką, a zachowuję się jak typowa angielka.
- A to źle ?? Ej słuchaj ja muszę kończyć. Papa, widzimy się
w poniedziałek w szkole.
- Okej papapa.
Razem z tatą jechałam do domu. Jejku dawno mnie tam nie
było. Nawet własnego pokoju tam nie mam, ale cóż czeka mnie cały tydzień spania
z bratem w jednym pokoju. Nienawidzę kiedy on chrapie.
Postanowiłam, że usiądę na parapecie w biblioteczce rodziców
i tam poczytam sobie lekturę. Tak się
zatraciłam w niej, że minął cały
wieczór, tamże też zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz